Xavier Rudd – Food In The Belly
rok wydania: 2006
wydawca: Salt X
cos ostatnio na tym blogu wedrujemy w strone Australii. powedrujemy i dzis.
Xavier Rudd to chyba raczej malo znany jegomosc w Polsce, a takze w Europie. chlopak glownie promuje sie w USA i Kanadzie, gdzie nagrywa zreszta swe plyty. no i w ojczystej Australii. poza tym ma bzika na punkcie ekologii (co daje zreszta wyraz w piosenkach swych), a wyglada jak ten blondyn od braci cugowskich pomieszany z maxem cavalera.
a muzycznie? klasyczny songwriting, z wokalem silnie kojarzacym sie w niektorych numerach z Paulem Simonem, czasem i z Dave’m Matthewsem. i muzycznie tez byloby blisko to tych dwoch jegomosci, gdyby nie pewna rzecz… didgeridoo jej na imie. i jest to rzecz nader czesto wykorzystywana w tych utworach. i trza przyznac, ze intryguje to podwojnie. bo raz, ze to wciaz rzadko spotykany instrument na plytach, zwlaszcza tak kameralnych, nastawionych na piosenkowe opowiesci. dwa, ze klimatycznie to intryguje. wprawdzie Xavier poza obowiazkowa Miloscia opiewa znacznie bardziej wazkie rzeczy typu tolerancja, zycie w zgodzie z natura i niejedzenie mieska, ale w polaczeniu z didgeridoo daje to tym piosenkom nie tyle powazniejszy, co wrecz mroczniejszy klimat.
zreszta aranzacyjnie dzieje sie tu ciekawie nie tylko za sprawa tego wynalazku aborygenow. bo poza akustyczna gitara Xavier calkiem sprawnie posluguje sie elektryczna gitara („Fortune Teller”!), slide’m, harmonijka i pianinem („September 24, 1999”). czlowiek orkiestra, ktory zreszta lubi spraszac na plyte roznych gosci od banjo czy tabli chociazby. a w takim „Generation Fade” to slychac nawet chorek dzieciecy. na szczescie wyszlo znaczie bardziej optymistyczniej niz w „Another Brick In The Wall”. wlasnie, paradoks taki – niby momentami jest mrocznie, powaznie, ale all in all plyta tchnie optymizmem. chce darowac sobie kfc, zbudowac sobie szalas w lesie, ograniczyc srodki transportu do roweru…
do katharsis moze dzieki tej plycie daleko, bo brak tu jakich naprawde rozwalajacyh piesni, niemniej slucha sie tego naprawde przesympatycznie.
najlepszy moment: LET ME BE
ocena: 7,5/10