Wieki średnie
reżyseria: Alejo Moguillansky & Luciana Acuña
Po szeregu mniej lub bardziej przygnębiających filmów opcja „kina familijnego z Argentyny” jawiła się dosyć odświeżającą. I nie wiem w sumie czemu się spodziewałem jakiejś bardziej odmóżdżającej rozrywki, skoro wciąż mówimy o festiwalu niszowego kina.
W każdym razie film opowiada o dziesięcioletniej Cleo, która w czasie covidowego lockdownu stara się zorganizować sobie czas, tym bardziej że jej rodzice – tancerka i reżyser – poświęcają więcej uwagi swojej pracy i zarazem artystycznym pasjom (ona jest tancerką, on reżyserem) niż córce. A ta w końcu odkrywa, że lekarstwem na jej wolno upływające dni w zamknięciu będzie teleskop. Żeby zdobyć fundusze na tenże – bo odpada sponsoring popadających w coraz większą lockdownową paranoję rodziców – knuje rezolutny plan stopniowego spieniężania zawartości mieszkania…
Jak widzicie, na papierze brzmi to całkiem sympatycznie. I jest to sympatyczny film, pełen ciepła i mądrości. Nominalnie jestem też fanem międzygatunkowości, czy to w muzyce czy w filmie. Z „Wiekami średnimi” mam jednak problem dysonansu poznawczego, który mógłbym porównać do jedzenia śledzia z truskawkami. Bo wygląda na to, że „co by było gdyby film familijny stworzył uczeń Lyncha” nie brzmi zbytnio lekkostrawnie. Jasne, elementy magiczne czy też baśniowe są wręcz wskazane w opowieściach o dzieciach, bo przecież w ten sposób one właśnie postrzegają swiat. Dla twórców filmu (swoją drogą, cała trójka bohaterów tworzy też rodzinę w realu, co na pewno wpływa na to jak naturalnie te relacje pokazane na ekranie wypadają) ta magia ma więcej wspólnego z tripem po kwasie niż bajkami Andersena. A to wszystko puszczone przez dość specyficzny filtr klimatu południowo-amerykanskiego – jednym oczywiście on przypasuje, mi dodatkowo utrudniał odbiór.
Jeśli macie ponadprzeciętnie rozumujące i uwrażliwione dzieci to jest to film dla całej Waszej rodziny. Generalnie jednak raczej film dla starszej młodzieży, tak od 25 lat wzwyż.
najlepszy moment: –
ocena: 7,25/10
