We Are From Poland Vol. 9
rok wydania: 2012
wydawca: DIY
Wracamy do darmowej muzyki dostępnej w sieci.
Dawno żeśmy nic nie pisali o składakach firmowanych przez blog We Are From Poland. Zobaczmy w archiwum… no no, będzie z rok! Biorąc pod uwagę, że jesteśmy bliżej końca roku aniżeli jego początku, to chyba czas najwyższy był na jakąś nową kolekcję.
Jak więc prezentuje się polska scena indie AD 2012? Normalnie, banalnie rzecz ujmując. O ile w pewnym momencie obserwowaliśmy przez pryzmat kolejnych WAFP-składanek przesilenie gitarami i zwrot w kierunku elektronicznych brzmień, tak po vol 9 można wywnioskować, że gitary przestały być wśród utalentowanej młodzieży passe. Co też cieszy, nikt jednocześnie nie próbuje udawać, że wciąż mamy 2005 rok i nic nie pasuje tak do klubowego parkietu jak dobra zagrywka gitary. Nie aby każdy miał tu swój styl. Ale na pewno każdy próbuje. I każdy do niego dociera na inny sposób – jedni szukając recepty na hita, inni poprzez budowanie atmosfery. Szkoda, że w tym pierwszym przypadku nikomu nie udało się to w stu procentach. Też niestety nie dało się uniknąć paru sytuacji kapel wciąż na poziomie raczej amatorskim. Ale bez wskazywania palcem – wierzę że chłopaki i dzięwczęta w trakcie jak piszę te słowa trenują ostro w garażu i przy następnym spotkaniu będę zbierał zęby z podłogi.
W każdym bądź razie – tym razem bez klasyfikacji medalowej. 3 równorzędne miejsca, ponieważ w każdym wypadku jest jakieś nie dające spokoju ALE. Zatem:
Sue Clyde – Home
W sumie to jak próbowałem zhierarchizować te trzy utworu, to akurat Sue Clyde nawet nie brałem pod uwagę jako złotą medalistkę. A jednak przy „Home” mam najmniej wątpliwości. Totalnie niepozorny utwór w sumie – elektroniczny podkład sprawiający wrażenie wprawki, wokal ślicznie poprowadzony, ale jednak skłamałbym mówiąc, że trudno go wyrzucić z pamięci. No to dlaczego repeatuję ten utwór kilkunasty raz?
Fair Weather Friends – Fortune Player
Utwór – kuriozum. Najkrócej rzecz ujmując – wokal Kings Of Leon z podkładem od Papa Dance. O ile drugą część zdania można potraktować z przymrużeniem oka, tak pierwszą zdecydowanie nie. Powaga, jestem ciekaw jak sami muzycy KOL by na ten utwór zareagowali. Głos jest IDENTYCZNY. I choć tym razem jestem na tak, bo „FP” to kapitalny summertime’owy hit dla tych, dla których Kamp! to już zbyt przegięte disco, tak już następnym razem chyba się już nie nabiorę.
By Milion Wires – Red
Summer is gone – „Red” to jesień jak w mordę strzelił. No, strzelili panowie instrumentaliści, operujący raczej rockowym instrumentarium, choć gitar (elektryczna i akustyczna) używają raczej do czarowania aniżeli riffowania. Strzeliła i pani wokalistka, w pierwszych dźwiękach kojarząca się z Anneke z The Gathering, ale później operująca zdecydowanie bardziej zwiewnym (but still melancholijnym as fuck) wokalem od holenderskiej koleżanki. Reasumując – pełna profeska. W brzmieniu, w wykonie… w songwritingu prawie też – brakuje jednak kropki nad i, dzięki któremu „Red” nokautowałby w pełni. Ale przez chwilę leżałem na glebie, więc koniec narzekania.
najlepszy moment: FAIR WEATHER FRIENDS – FORTUNE PLAYER
ocena: 7/10