Warszafski Deszcz – Powrócifszy…
wydawca: Wielkie Joł
zycie plynie dalej, trza jakos funkcjonowac ze swiadomoscia, ze Krol Popu opuscil tron. ale zostajemy w klimacie urban music, przy okazji chyba po raz pierwszy recenzujac plyte wydana nie wczesniej niz pol roku temu. ba, totalna swiezynka – premiera odbyla sie jeszcze na poczatku czerwca.
generalnie rzecz ujmujac – ja pierdoooooleeeeee! wrociiiiliiiiii!
a teraz rozwiniecie mysli. przyznam ze mialem obawy. „Nastukafszy” to byla jedna z najczesciej katowanych kaset pod koniec mego uczeszczania do podstawowki. i jednoczesnie ostatnie podrygi mej zajawki takimi brzmieniami. potem juz tylko bylo cos, co moznaby nazwac „trzymaniem oka” na to, co poczynaja panowie Tede i Numer Raz (Jan Mario jakos mi zupelnie zniknal z pola widzenia, zreszta pewnie nie tylko mi). jak diametralnie roznie potoczyly sie ich kariery. podczas gdy pierwszy, moim zdaniem absolutnie slusznie, zostal najpopularniejszym raperem w Polsce (na ile to zasluga „Fabryki Gwiazd” i obecnosci na pudelku to juz inna sprawa), tak drugi jakos zupelnie nie mogl sie odnalezc w ostatniej dekadzie. chwilowa popularnosc przy okazji solowej plyty jakies 5 lat temu i kolaboracji z Sistars, a potem znow cisza. wielki comeback ciut okazal sie nadetym balonem, ktory, co gorsza, w mniemaniu niemalego grona wielbicieli hh zostal przekluty przez diss bananowca Mezo. to ostatnie juz moznaby uznac za potwarz dla Numera. trza bylo konkretnej rehabilitacji.
i nawet jesli nie brzmi za fajnie teza, ze to Numerowi zdecydowanie bardziej byl potrzebny ten reunion WFD, to efekt spokojnie na calej rozciaglosci albumu wybija z glowy te niecne podejrzenia o cel „Powrocifszy”. Warszafski Deszcz, tak jak 10 lat wczesniej, to dwoch calkowicie rownorzednych partnerow w rapie. jesli uda im sie tym powrotem odbic tron Krola Polskiego Rapu (o ile Tede juz go nie zajmuje, choc zapewne zdania sa podzielone), to powinni podzielic sie wladza po rowno. a maja chlopaky ku temu calkiem konkretne podstawy. a konkretnie 17 podstaw. nie liczac skitow.
calosc otwieraja „Juz od ’99 plyne” i „Tak sie robi hiphop”. czyli obok „Dekady”, zamykajacej calosc, utwory promujace album. i owszem, jako tracki dajace wstepne wyobrazenie o idei materialu, sprawdzaja sie niezle. wysylaja wyrazny mesydz – po pierwsze: to nie powrot zza grobu i skok na kase z pomoca znanej marki, a ponowne spotkanie dwoch jegomosci nieprzerwanie mniej lub bardziej funkcjonujacych w swiadomosci odbiorcow rapu w polsce. po drugie: pokazemy znow, co to znaczy Prawdziwy HipHop. nie pierwsi oni, ani pewnie nie ostatnie. ale dammit, z takim materialem moga sie chlopaki wozic.
uzywanie sformulowan typu „oldschool” jest coraz bardziej ryzykowne, bo coraz mniej wiadomo, co to wlasciwie oznacza. ale sluchajac „powrocifszy” naprawde czuje sie jak te 10 lat temu, kiedy mialem najwieksza zajawke taka nuta. ktora coraz silniej zreszta do mnie powraca. tyle ze wlasnie ta pierwsza fascynacja przypadla na najciekawszy okres w polskim hiphopie. 3/4 najwazniejszych nazw zaliczalo wtedy debiuty, czesto bedace najwiekszym dokonaniem w ich dyskografii. a i komercyjnie dzialo sie nie najgorzej, bo kto mial na serio sie zainteresowac hiphopem ogladal mtv squad badz czytal Slizg i wcale nie byl potrzebny do tego hiphopolowy potwor w roli „posrednika”. i takie wlasnie obrazki i refleksje nasuwa odsluch „powrocifszy”. i jest dzieki temu przepieknie. tym bardziej, ze poza przeszloscia slychac tu takze perspektywy na przyszlosc. jak juz wspomnialem, wymienione wczesniej promo single dobrze sie sprawuja, ale nagromadzone na poczatku (plus trzeci w kolejnosci „Czas nas zmienil chlopaki”) moga dawac wrazenie, ze beda dominowac w tekstach plyty wspominki i narzekanie na terazniejszosc. a tu nie. pozniej jest o wiele lepiej, tak tekstowo jak i muzycznie. swoja droga przyznam ze nie kumam zajawki podkladami Kixnare’a – inne podklady wypadaja o wiele ciekawiej, zwlaszcza Luxona. obok rymujacego duetu bohatera tej plyty. kapitalnie korespondujacy z „pozytywistycznym” przekazem energiczny podklad w „wiecej ruchow”, halasliwy „Robi sie przester”, melanzowy „Moglby byc juz piatek” – tymi walkami koles nadaje rytm calej plycie. swietny jest cudnie sentymentalny „Wez to kurwa podglosnij”, gdzie OSTR potwierdza, ze ostatnie o wiele lepiej radzi sobie jako producent niz raper (tak na marginesie – Numer z Teduniem radza sobie na tyle dobrze, ze zupelnie niepotrzebne sa im featuringi, a Kielbasa w „Czas nas zmienil chlopaki” wrecz przeszkadza). stuprocentowo hiphopowe przeboje. a jesli juz „sie sprzedaja” i chwytaja po pop-melodie w refrenie, to wychodzi im najprzyjemniej bujajacy numer w polsce od wielu miesiecy. mezo z „Sacrumem” moze, za przeproszeniem, spierdalac.
ostatnio znow coraz lepiej sie dzieje w polskim rapie. gdyby „Powrocifszy” ukazalo sie pare lat temu, spokojnie zgarneliby tytul Plyty Roku. a tu juz na polmetku 2009 roku maja konkurencje w postaci Ortegi Cartel czy Mesa. a jesli dodac do tego, ze przebic legendy „Nastukafszy” chyba nie ma szans (byloby to w ogole mozliwe?), to mozna nawet sie spodziewac, ze pare osob bedzie zawiedzionych tych powrotem. ale dla mnie jest zajebiscie. tak po prostu. a inaczej rzecz ujmujac: jaaaaaaaraaaaaaaam sieeeeeeeeeeee.
najlepszy moment: KOLEJNY RAZ (TU I TAM)
ocena: 8/10

