rageman.pl
Film

W trójkącie

rok: 2022

reżyseria: Ruben Östlund

 

Ale mnie ten film wkurwił!

Zaczyna się świetnie – w akcie pierwszym poznajemy Carla, modela u progu kariery, w trakcie sesji fotograficznej. Prześliczny chłopiec, ale inteligencja niewiele wyższa niż u głównego bohatera „Zoolandera” z Benem Stillerem. Jak to mawiają po angielsku – not the sharpest tool in the box. Utwierdzamy się w tym przekonaniu widząc jego randkę z Yayą, jego dziewczyną (w tej roli Charlbi Dean, tragicznie zmarłej tuż przed światową premierą filmu), podczas której kłócą się o gender roles i związane z tym zarobki. Sama tematyka może nie tak głupia, ale argumenty stosowane przez Carla tak niedorzeczne i oderwane od rzeczywistości, że aż fascynujące. Sama długość dysputy jest równie absurdalnie długa, ale też jasno pokazuje intencje reżysera. Tu nie będzie zabawy w subtelności, metafory. Ostlund ewidentnie nie szanuje świata modelingu i influenserów, w którym wygląd to kapitał, a uroda jest walutą. Nawet jeśli gdzieś mimo wszystko sympatyzujemy z głównymi bohaterami, bo chociaż ich podejście do świata jest oparte na chorych fundamentach, to jednak czujemy że serce mają po właściwej stronie.

Mówiłem coś o braku subtelności? No to czas na akt drugi, czyli rejs luksusowym jachtem, na który została zaproszona nasza para bohaterów. Poznajemy tu całą kolekcję postaci – obrzydliwie bogatych pasażerów i załogę, która ma być na każde ich skinienie. Chyba domyślacie się, z czego będziemy drwić w tym akcie? Nie chcę spoilerować, ale o ile dotychczas mieliśmy, nawet jeśli bezpardonowy, to jednak mieszczący się w estetycznych normach atak, tak jestem przekonany, że w trakcie kulminacji tego aktu część osób będzie wychodzić z kin. Podpowiedź – Monty Python byłby dumny, w szczególności Pan Creosote. Wisienką na torcie tej części filmu jest Woody Harrelson w roli kapitana statku. On nawet nie odgrywa tej roli, on się nią bawi. Ktoś powie, że poczciwy pijaczyna to zawsze wdzięczna rola i pewnie trochę będzie miał w tym racji. Dla mnie jednak jest to poziom Oscarowy, mając zwłaszcza na uwadze fenomenalne scen dyskusji z rosyjskim oligarchą (jak sami ironicznie zauważają sami zainteresowani – amerykański komunista vs rosyjski kapitalista). Dla mnie do tego momentu w pełni zrozumiała Złota Palma tegorocznego Cannes, nawet jeśli oznaczało to przegraną przepięknego „Blisko”.

No i jest ten nieszczęsny trzeci akt. Może nie, że zły. Ale tak bezbarwny i wleczący się w porównaniu z dwoma pierwszymi aktami, że zastanawiam się co tu się stało. Z tego co wyczytałem, produkcja filmu przez długi czas była wstrzymana ze względu na covidowy lockdown. Ale pomijając fakt, że filmów raczej nie kręci się zgodnie z chronologią scen, to chyba sam scenariusz powstał jeszcze przed lockdownem? Nawet jeśli z dzisiejszej perspektywy odrobinę lepiej rozumiem zakończenie filmu, to i tak uważam je za totalnie zmarnowany potencjał.

Ewidentnie nie jest to film dla sympatyków Konfederacji, dla których każde bogactwo jest zasłużone, zapracowane i uzasadnione, a jak też chcesz lepiej zarabiać to po prostu zmień pracę. Nie hejtuję bogatych ludzi z założenia, ale nawet jeśli „W trójkącie” (o wiele lepsze jest oryginalne tłumaczenie tytułu, czyli „trójkąt smutku” – termin używany przez chirurgów plastycznych dla zmarszczki pomiędzy brwiami, najlepszego miejsca do wszczepiania botoxu) bardziej się skupia na ataku niż próbie analizy, to na pewno dobrze byłoby jakby film wywołał dyskusję nt. systemu w jakim żyjemy, gdzie fotka na instagramie i kopanie piłki jest nie tylko bardziej w cenie niż ratowanie życie czy dbanie o czystość – jest na niemal drugim końcu skali. I za ten przekaz, nawet jeśli podany w tak brutalny sposób, dałbym jak najwyższą ocenę. No ale ten trzeci akt…

 

najlepszy moment: „New Noise” Refused to jedna z najlepszych gitarowych piosenek na świecie i to wszyscy wiedzą, włącznie z reżyserami flmów. Ale sposób, w jaki tutaj został wykorzystany – 10/10. Na YT nie ma sceny z filmu, więc po prostu obejrzyjcie teledysk

ocena: 8,5/10

Leave a Reply