rageman.pl
Film

W pogoni za wielką rybą: Medytacja. Świadomość. Kreatywność.

rok wydania: 2006

autor: David Lynch

 

Kiedyś przestanę pisać o Lynchu, obiecuję. Ale jeszcze nie teraz.

Bo nic na to nie poradzę, że jest to najbardziej inspirujący mnie Artysta. I mowa zarówno o jego twórczości, jak i życiowej postawie. Kilka lat temu, zaintrygowany wątkiem Medytacji Transcedentalnej w jego życiorysie, postanowiłem sam się przekonać cóż zacz. Okazało się, że także w Polsce istnieje możliwość „przeszkolenia się” w tym zakresie. Nie chcąc za bardzo wchodzić w prywatne szczegóły skonkluduję krótko: warto. Zapraszam na stronę http://www.tm.net.pl/ po szczegóły.

Po co o tym piszę? Ano dlatego, iż „W pogoni za wielką rybą” to przede wszystkim książka o medytacji. A nawet nie tyle o medytacji – bo np. o technikach medytacyjnych nic tu nie znajdziemy – co tym, co MT daje Lynchowi. I jeśli ktoś się zastanawiał, skąd ten człowiek bierze pomysły na tak nietuzinkowe filmy, a jednocześnie skąd w tym człowieku tyle witalności i pogody ducha widocznej np. w wywiadach, to tutaj znajdzie dużo odpowiedzi. I ta energia, optymizm aż bije z tej książki. I chociaż pewnie niejedna osoba zastanowi się czy Lynch za bardzo nie odlatuje, to biorąc pod uwagę, że jako twórca David Lynch Foundation, promująca MT wśród uczniów i weteranów wojennych (zresztą dochód ze sprzedaży książki też ponoć idzie na ów Fundację), jest na prostej drodze do Pokojowej Nagrody Nobla, myślę że można mu wybaczyć ten skrajny entuzjazm.

Mogą być książką rozczarowani ci, których bardziej interesuje Lynch-reżyser. Chociaż laicy w temacie znajdą coś dla siebie, bo niemal każdy film stworzony przez niego ma tu swój osobny rozdział. I tak przytoczona zostaje słynna historia zaangażowania nieodżałowanego Franka Silvę jako BOBa w „Twin Peaks”. Ale też przyznaje się do całkowitej porażki poczynionej przez niego ekranizacji „Diuny”. Co ciekawe, potwierdza też inspirację procesem O.J. Simpsona przy tworzeniu „Zagubionej Autostrady”, co po części stanowi wyłom w postanowieniu o niewyjaśnianiu własnych filmów.

Inna sprawa, że rozdziały książki to często dwa-trzy akapity zajmujące max 3 strony, przez co całość czyta się niemal jak tomik poezji. A że lekkość pióra to kolejna z zalet DL, „W Pogoni” to idealna lektura na podróż pociągiem. A na autobiografię z prawdziwego zdarzenia przyjdzie jeszcze czas.

 

najlepszy moment: może nie jest to „najlepszy moment”, ale zawsze miło zobaczyć w historii Lyncha polskie wątki – jak np. ten o „moim serdecznym przyjacielu Krzysztofie Majchrzaku”

ocena: 8/10

Leave a Reply