rageman.pl
Muzyka

VIVA Hip Hop Vol. 4

rok wydania: 2004

wydawca: Fonografika

 

skladanki to specyficzny gatunek wydawnictw muzycznych. o ile jeszcze kompilacjom utworow pojedynczego wykonawcy moze towarzyszysc jakis zamysl artystyczny, tak wydawnictwa z cyklu „various artists” to juz przewaznie czysto komercyjna sprawa, majaca na celu bycie wizytowka wwtworni, eventu, stacji radiowej czy telewizyjnej. i niby tak tez jest z dzisiaj omawianym wydawnictwem – logo VIVY na okladce to nie przypadek. a jednak tak sie jakos zlozylo, ze skladaki hiphopowe sa na naszym rynku darzone sympatia wsrod fanow gatunku. takze VIVY, ktora – i nawet hejterzy to przyznaja – te pare lat temu byla wyjatkowo pozytywnie nastawiona do polskiego rapu. wyglada na to, ze do dzis jest to docenione, skoro ich kolejna firmowa kompilacja doczekala sie reedycji.

jesli jednak oceniac ja wedlug obiektywnego kryterium, jakim jest ilosc premierowych kawalkow, to niestety wypada ona blado. premiera jest tu tylko jedna. ale jaka! Mezo… nie, to naprawde wyjatkowo nie jest ironia. juz nawet najstarsi gorale tego nie pamietaja, ale nasz kolezka Jacus Mejer, zanim poplynal w totalna wioske, probowal udowodniac ze jest raperem z krwi i kosci. a jak wiadomo, kazdy szanujacy sie raper musi zaliczyc w swoim rap-zywocie jakis beef. no i w ten sposob powstal „Panczlajner”, bedacy odpowiedzia na raczej zaczepki niz konkretne dissy Mesa i Numera Raza w pochodzacym z Kodexowej serii „Rok Pozniej (Oczy Otwarte 2)” (swoja droga – genialny westcoastowy podklad, dla mnie jedna z najlepszych rzeczy w polskim hiphopie). oczywiscie dissow na hiphopolowych wykonawcow bylo w tym czasie mnostwo (choc w tym przypadku dochodzila jeszcze ponoc kwestia zbieznosci ksyw – mam nadzieje ze to jednak nieprawda, bo traci to bzdura absolutna), ale nieliczni podniesli rekawice. i choc ostatecznie Mes zmiazdzyl Mezo w „Naglej Smierci” (Numer, jak wspominalismy pare notek temu, szybko sie z beefu wycofal), to jednak nalezy sie choc zdawkowy szacun Mezowi, bo bronil sie dosc dlugo. i calkiem dzielnie, udowadniajac, ze nie jest kolesiem z kosmosu, ktorego wytwornia ubrala w hiphopowe laszki, a umiejacym nawijac kolesiem ktory po prostu w pewnym momencie najzwyczajniej sie skurwil.

zreszta, obu kolesi mozna uznac na swoj sposob bohaterami tej skladanki, bo jako jedyni dostali szanse zaprezentowania sie w dwoch obliczach. Mes, poza wspomnianym trackiem, pojawia sie wraz z Emilem Blefem (szkoda ze chlopak zupelnie chyba juz zdezerterowal ze sceny) jako Flexxip w „Oszustach”. Mezo zas poza wrzucaniem na kolegow z branzy wspiera takze Duzego Pe w „Naszym Zyciu”. co jeszcze? Onar przy refrenowym akompaniamencie Lerka (swoja droga przezabawne, ze Mes tak jechal po Mezie, nie majac jednoczesnie nic przeciwko kumplowaniu sie z Lerkiem, jednym z wiekszych kuriozow polskiem muzyki jako takiej) nawoluja, bys to poczul. Zipera wraz z francuskimi rastamanami nawoluje, by podchodzic do zycia „Bez Cisnien”. Peja nie bierze rady do serca, ostro sie spinajac w „Co Cie Boli”. DJ 600V dostarcza Pohahontas (a wlasciwie to Rahimowi i kolezance Mei) zupelnie niepodobny do swych dokonan, przekozacko futurystyczny beat „Idealu Potegi” (choc osobiscie uwazam, ze Fobia Squad znaaacznie lepiej potraktowala ten podklad, no ale jestem tu wyjatkowo nieobiektywny). calosci dopelniaja numery bohaterow poleglych w rap walce – Eisa („Teraz Albo Nigdy”), VETO („Swiat Na Trzezwo) czy Oboz Ta (mowie o jego Thinkadelicowej polowie, bo Red, jak wiadomo, blazni sie aktualnie w Monopolu).

dla kolekcjonerow hitow polskiego rapu calkiem przydatna rzecz.

 

najlepszy moment: MAGIERA & L.A. – ROK PÓŹNIEJ (OCZY OTWARTE 2) (FEAT. MES & NUMER RAZ)

ocena: 7,5/10

Leave a Reply