Nagły Atak Spawacza – Ninja Comanndo 5
wydawca: RRX
spawamy dalej.
po „Bracie Juzefie” Poznaniakow ogarnela taka wena tworcza, ze trudno dzis ogarnac ich dyskografie z drugiej polowy lat 90tych. no ale ponoc „Ninja Comanndo 5” to trzeci oficjalny legal i tego sie trzymajmy.
zreszta niezaleznie ile by tych plyt wydali, juz na drugiej (moze kiedys o niej pomowimy) bylo juz wsio wiadomo – NAS pozostanie zespolem jednej plyty. chocby nie wiadomo jak sie spinali, chocby jakims cudem zyskali street credibility (RRX, jakby nie bylo, to dzis juz legendarny label dla polskiego rapu), chocby nawet odcinali sie od „Juzefa” – takiego rozglosu jak za sprawa „Pedala Romana” czy „Anty” juz nigdy nie zyskali i nic nie wskazuje na to by mialo sie to zmienic. przypuszczam nawet ze zdecydowana wiekszosc pierwszy raz sie styka z nazwa „Ninja Comanndo 5”.
moze byloby inaczej gdyby nie roszady personalne? niestety na zadnej z kolejnych plyt sklad z „Brata Juzefa” sie nie powtorzyl. po krotkiej przerwie na „NC5” powrocil Dzwon (to ten najbardziej hejwimetalowy piewiastek Spawacza; po zarejestrowanie plyty znow bezpowrotnie sie ulotnil), przede wszystkim jednak „NC5” to jedyna plyta nagrana bez Kaczmiego – osobnika, ktory do dzis ciagnie Spawaczowy wozek. warto wspomniec o swiezej krwi w postaci osobnikow o pseudonimach Zocha i Kamien (ten pierwszy po niemal 11-letniej [!] przerwie znow szerzy patologie i penerstwo ze Spawaczem), jednak prawde powiedziawszy to poza Fazim niewiele slychac pozostalych osobnikow.
to co jednak wyroznia „Ninja” na tle innych plyt to jej eklektyzm. eklektyzm, ktory niestety takze pograzyl ten album. w jakims tekscie wyczytalem kiedys porownanie „NC5” do „Polovirusa”. ehhhhhh, no z calym szacunkiem dla Poznaniakow, autorow jednych z bardziej kultoych tekstow w polskiej muzyce, ale jednak to nie poziom intelektualny Tymanskiego.
choc trzeba przyznac, ze zaczyna sie calkiem niezle, pomimo iz dosc szokujaco. charakterystyczna zagrywka, wokalizy, nagle wchodzi caly sztab deciakow…. eeee, rege? ska? ze co? i choc wokale przypominaja nam ze to wciaz penery odpowiedzialne za refren „sto lat sto lat skurwysyny, wszyscy wam dobrze chuje zyczymy”, to jesli mialbym jakikolwiek numer z „NC5” postawic obok jakiejkolwiek kompozycji z „Polovirusa” (w tym przypadku bylby to „Nie mam jaj”), to moglby to byc wlasnie „Komar”. bez kitu, stylowe i mega przebojowe! nastepni w kolejnosci „Czterej pancerni” juz niestety sprowadzaja na ziemie. nawet jesli sam fakt krecenia beki z disco polo dzis smieszy rownie mocno co sequele „Akademii Policyjnej”, to ten numer to juz naprawde dno dna pod wzgledem „zawartosci zabawnosci”. a niestety pozniej bywa jeszcze gorzej. az dziw bierze, ze to ci sami (okej, nie do konca ci sami, no ale wiecie ocb) kolesie ktorzy jeszcze wczoraj przprawiali mi banana na twarzy swym debiutem. oczywiscie pomijam juz fakt, ze muzycznie to totalna padaka. niezaleznie na jakie gatunki ysmy sie powolywali – dance, industrial, trance, techno – przewaznie brzmi to jak wkurwiony Stachursky circa „Dosko” na podkladach-odrzutach z plyt Scootera.
na plaszczyczniej tanecznej padaka, powroty do rap korzeni (np „Hard Core”) skandalicznie slabe, jajcarskie jointy typu „Uve Kolejarz” – bez komentarza… lekkie swiatelko sie pojawia, poza „Komarem”, tylko przy doslownie paru momentach. singlowy „Lost Generation”, choc brzmi jak discopolowy remix Rammsteina, mimo wszystko jest dosc stylowy discopolowym remixem Rammsteina (WTF?). no i za sprawa klipu mam sentyment do tego numeru. „Rast Mix” z refrenem „Moja mama jest rastamanem, pali faje wodna i jezdzi tramwajem” (wczesniej wdarl sie tu dosc kompromitujacy chochlik drukarski, przepraszam i pozdrawiam czujne forum NASa 🙂 leciutko ewokuje zabawniejsze momenty „Juzefa” – choc trudno to samo powiedziec o reszcie piosenki. horrorcore’owa groteska „Tajemnic Zycia” potrafi zaintrygowac, podobnie jak glownie instrumentalny, pseudowczesnobjorkowa „Klasa Srednia” i wixiarska ptearda o wiele mowiacym tytule „Masakra”. w ogole to trzeba przyznac, ze druga polowa plyty wypada znacznie lepiej. na tyle, ze pojawia sie nawet optymistyczna mysl, ze moze ta „NC5” to nie wszystko, na co ich stac.
mialem na studiach kolesia, ktory swiecie mnie przekonywal, ze za pare lat „Gulczas a jak myslisz?” zostanie obwolany arcydzielem, porownywalnym z „Rejsem”. o ile jeszcze nie jest on wyswietlany na DKFach, to chyba jeszcze ten moment nie nastal… zmierzam do tego, ze „NC5” (a nie „brat Juzef”!) jest wlasnie takim „Gulczasem” swiata muzyki. mozliwe ze kiedys powali mnie jego geniusz. na dzien dzisiejszy sorry chlopaki, uwielbiam Was szczerze ale…
najlepszy moment: KOMAR
ocena: 4,5/10
