rageman.pl
Film

Totally Bill Hicks

rok: 1994

reżyseria: Kevin Booth

 

Co jakiś czas różne znajome osoby podrzucają linki, rekomendują. „Masz, ten polski standuper jest świetny”. Oglądam jednego, drugiego. OK, przyznaję że gdzieś tam kącik ust drgnie, jakby rzeczywiście chciał uformować coś na kształt uśmiechu.  Dostrzegam, że jest to przynajmniej level wyżej od polskiego kabaretu (inna sprawa że naprawdę mało jest rzeczy gorszych od polskiego kabaretu). Ale jako że przeważnie oglądam te wyczyny na YouTubie to klikając w kolejne sugerowane filmiki koniec końców dochodzę do klasyków gatunku: Mitcha Hedberga, Norma Macdonalda, George’a Carlina czy przede wszystkim Billa Hicksa. I momentalnie zapominam o tym co na samym początku oglądałem. W sensie, że niby śmieszni kolesie jacyś, tak?

O tym, jak kosmiczna przepaść dzieli nieodżałowanego Hicksa od współczesnych „rozśmieszaczy”, a tym bardziej tych z Polski, pokazuje omawiany tu dokument, wydany w roku jego śmierci. I pokazuje to w dwójnasób – na „żywym” przykładzie, za sprawą rejestracji jednego z jego występów, ale też poprzedzającą ją dokumentalną pogadanką – rodziców, przyjaciół, ale też celebrytów pokroju Jay’a Leno czy Davida Lettermana, którzy w swoich talk showach gościli go wielokrotnie. Wspólnymi mianownikami tych wspominek są niepokorność głównego bohatera, jego wnikliwość, także profetyzm. Moim zdaniem to uczciwy i wystarczający portret – choć ci, którzy by liczyli na więcej prywaty srodze się zawiodą. Inna sprawa, że fanbaza Hicksa chyba nigdy tego typu informacji nie potrzebowała.

No i clou programu, czyli występ nazwany „Revelations”. Jeśli mierzyć jakość ilością „wrzutek” na YT, to ten materiał stanowi peak możliwości Hicksa – bo większość wyników wyszukiwania wskazuje fragmenty właśnie tego występu (inna sprawa, że video/dyskografia Hicksa też nie jest aż tak przepastna). Jest to o tyle uzasadnione, że znajdziemy tu wszystkie tematy, które BH poruszał najczęściej – polityka, narkotyki, muzyka, religia. Swobodnie żongluje tymi tematami w skrajnie konsekwentny sposób – jest to monolog człowieka, który ma własną, spójną wizję świata.

I tu dochodzimy do sedna różnicy między Hicksem a innymi. Określa się go wieloma mianami – standuper, satyryk, komik, krytyk. Przede wszystkim był jednak Myślicielem. Czy słuchając go człowiek się śmieje? Tak, zdecydowanie, co zresztą słychać na video. Ale śmieje się dlatego, że Hicks o w gruncie rzeczy poważnych rzeczach mówi w sposób zabawny. Śmiech jest bardzo wskazanym efektem ubocznym, ale w żadnym wypadku nie celem. Tak, Hicks przeklina gęsto, ale nigdy nie robi tego, tak jak polscy standuperzy, by „podkręcić” śmieszność materiału. Brzydziłby się tym.

Owszem, powiedzieć że był kontrowersyjny to jak nic nie powiedzieć. Ale ta kontrowersyjność bierze się stąd, że wciąż nie jesteśmy przyzwyczajeni (nawet po tylu latach!) do opinii jakie wygłasza Hicks. Dlaczego ma mówić że lubi dzieci, skoro go drażnią i śmieszy go tzw. „cud narodzin”? Dlaczego ma mówić że narkotyki są złe, skoro wielokrotnie dawały mu fantastyczne tripy i nie miał problemu z uzależnieniem? Dlaczego ma mówić że komercjalizacja muzyki jest spoko, skoro absolutnie nie jest spoko? I tak dalej i tak dalej. To nie jest kontrowersyjność typu Korwin-Mikke, nie ma w tym krzywdy czy pogardy – jedyni ludzie, jacy mogą się poczuć urażeni, to ludzie jednoznacznie głupi, ograniczeni. No, i Vanilla Ice i MC Hammer. Co ciekawe, przy tym wszystkim trudno jednoznacznie umiejscowić go na skali lewica-prawica. Owszem, śmieje się z republikanów, ale też nie jest powiedziane czy dzisiaj nie byłoby mu bliżej do np. Joe Rogana.

A może i lepiej że się nie dowiemy? 33 lata to zdecydowanie nie jest wiek na umieranie. Z drugiej jednak strony – ciężko mi się wyzbyć wrażenia, że Hicks absolutnie nie chciałby żyć w takim świecie jak dzisiejszy. Gdzie sztuka i produkt to synonimy. Gdzie dzięki Internetowi głupota ludzka wręcz płynie strumieniami. Gdzie Trump jest wybierany na prezydenta. Ale też – czy sam by nie zrewidowałby w jakimś stopniu swoich poglądów? I czy chcielibyśmy być tego świadkami?

najlepszy moment: są dwie osoby ze świata popkultury, które ukierunkowały nie tylko moje myślenie o świecie, ale też i jego czucie: David Lynch i Bill Hicks właśnie. Ten drugi przede wszystkim za sprawą kończącego występ monologu „It’s Just A Ride”. I mógłbym przede wszystkim ten fragment wyróżnić, ale że „Reveletions” jest dostępne na YT w całości, także polecam obejrzeć od początku do samego końca

ocena: 9/10

Leave a Reply