rageman.pl
Muzyka

Tool – Salival

Tool-salival-albumrok wydania: 2000

wydawca: Tool Dissectional

 

Hi kiiiiiiiiiiiids. Z braku większego pomysłu co by Wam tu dziś polecić, postanowiłem zapodać mały suplement do kolekcji notek-recenzji płyt Toola. Dziś o wydawnictwie, które spokojnie można zaliczyć do kanonu.

Rzecz wydana w 2000 roku, miała osłodzić oczekiwanie na „Lateralusa”. No i przy okazji podsumować video-dorobek Narzędzia. Nie nazbierało się na tamten czas tego wiele, jednak i tak jest co oglądać. Bo przecież każdy wie, że klipy Toola to małe dzieła sztuki. Choć zaczęli nietypowo dla siebie. Klip do „Hush” to parę minut z nagimi Tool-muzykami. Generalnie chodzi o protest przeciwko cenzurze. Spoko, ale prawdziwa zabawa zaczyna się od obrazka do „Sober”. Tu już widać wszystko to, z czego będą słynąć klipy tego zespołu. Czyli dziwne persony, nietypowe ich zachowania, nie wiadomo o co chodzi, ale jest fajnie. W „Sober” rządzi animacja poklatkowa, potem będzie już więcej zastosowania komputerowego wypasu.

Dalej mamy obrazki do „Prison Sex”, „Stinkfist” i „Aenimy”. Nie podejmuję się interpretacji. Dodam tylko, że moim prywatnym faworytem jest „Prison Sex”. Może dlatego, że chyba najbardziej go kumam, a przynajmniej tak mi się wydaje?

Te 8 lat temu DVD z klipami to była rzecz, na którą jak najbardziej było zapotrzebowanie. Dzisiaj jednak, w erze YouTube’a, wydawanie 100 złotych (zakładając że gdzieś byście znaleźli to wydawnictwo, które już jest out of print) na tego typu cacko nie ma większego sensu, o ile nie jest się fanem-kolekcjonerem. Tym bardziej, że to gołe klipy, bez bonusów. To co stanowi więc największą wartość „Salivala” to płyta audio. 8 numerów. Troszkę groch z kapustą, ale smakuje wybornie.

Przede wszystkim kawałki live. Kapitalny, lepszy nawet od oryginału „Third Eye” (zamiast sampla z Billa Hicksa mamy Timothy’ego Leary). Poprawny „Part of Me”. „Pushit” z solówka tabli. Instrumentalna, nieznana światu wcześniej „Merkaba” i cover absolutnie cudnego numeru „You Lied” zespołu Peach, czyli byłego bandu bassmana Toola, Justina C. Powolna, dostojna wręcz rzecz, z przeszywającym wykrzyczeniem słów tytułowych. Cudo. Takiego Toola trochę mi dzisiaj brakuje…

Co jeszcze? Żarciki. „Message To Harry Manback II”, czyli „sequel” przerywnika z „Aenimy”. Znów w podkładzie lirycznie. Można natomiast poznać nowe bluzgi po włosku… Kapitalnie się prezentuje „LAMC”, czyli muzyczna ilustracja frustracji, jaka człowieka ogarnia gdy próbuje uzyskać przez call center jakieś informacje. Na tyle udana rzecz, ze nie chce się drugi raz tego odsłuchiwać. Po paru minutach przerwy mamy natomiast rzecz o przeuroczym tytule „Maynard’s Dick”. Totalnie lajtowa rzecz, prawdopodobnie jeszcze z czasów „Opiate”, choć przywołująca skojarzenia z „Czteroma Stopniami”. Jakby całość podkręcić, to mogłaby spokojnie śmigać w radiu.

To, co miało stanowić jednak największą wartość części audio to studyjny cover „No Quarter” Led Zeppelin. Wydłużona do 11 minut, ze zmodyfikowanym tekstem, choć duch oryginału zachowany. Krótko – dla mnie rzecz mogąca się równać z oryginałem.

Gdyby rzecz przecenić czy okroić do płyty audio, to jak najbardziej warto byłoby zakupić.

 

najlepszy moment: YOU LIED

ocena: 8/10

Leave a Reply