rageman.pl
Muzyka

Tool – Opiate

rok wydania: 1992

wydawca: Zoo Entertainment

 

Dawno mnie tu nie było. Cóż, pochwalę się – napisałem pracę magisterską. Jeszcze nie obroniona, ale mam nadzieję że to kwestia czasu. Ba, może nawet całą notkę temu tematowi poświęcę, hahaha. W każdym razie z zaufanych źródeł wiem, że tęskniliście za moimi notkami. Więc by Wam to oczekiwanie wynagrodzić, oto solidna porcja recenzji płyt mojej naj kapeli. Zawsze i wszędzie. Rozsiądźcie się wygodnie, zróbcie kawkę, bo przed państwem bardzo krótki przegląd dokonań zespołu Tool.

Zaczęło się w ’92. Metallica święciła triumfy „czarnym albumem”, grunge szalał w mediach, Red Hot Chili Peppers ubierali się głównie w skarpetki a RATM walczył z systemem. A tu nagle dziwoląg taki wyskoczył. Niby świat muzyczny już wtedy jarał się paroma innymi dziwolągami – Faith No More, Kyuss czy Sonic Youth, ale to właśnie Tool miał spośród nich zrobić największą mainstreamową karierę. Chociaż bądźmy szczerzy – „Opiate” tego jeszcze nie zapowiadał. Tym bardziej że to „tylko” EPka. Chociaż niektórzy cenią bardzo ten format…

Niemniej jednak już od pierwszych dźwięków „Sweat” słychać, ze coś jest na rzeczy z tą kapelą. Swoją drogą, „Sweat” to chyba jedyny w ich karierze numer, który udzielili na soundtrack. I to jakiego filmu. „Ucieczka z Los Angeles”.  Nic dziwnego, że się chłopaki zrazili do udzielania swych numerów na całe lata.

Dalej mamy „Hush”. Być może najlżejszy w ich dorobku. No i już pokazują, ze mają jednak poczucie humoru i dystans do swej twórczości. To drugie później nie zawsze będzie widoczne… Tutaj Maynard i spółka ostro jadą sobie po cenzurze. Ej, klip, zwróćcie uwagę. Jedyny raz, gdy nie bawili się w plastelinowe ludziki.

No i dalej – „Part of Me”. Tutaj Maynard…. kurde, ostatnio widziałem w tiwi „Poznaj Moich Rodziców” z Benem Stillerem. Miał w tym filmie na imię Gaylord. Od tego momentu Maynard już zawsze będzie mi się kojarzył z Gaylordem. Sorry. No i tyle o „Part of Me”.

„Cold and Ugly” i „Jerk-Off” to zaś nagrania koncertowe. Ponoć rejestrowano w sylwestra, a był to ich drugi koncert. Fajnie byłoby znów zobaczyć Toola w jakimś ciasnym klubie… Chociaż nie brzmi to zanadto wybornie, to jednak jakość samych piosenek to palce lizać. Początek „Cold and Ugly” z metalowym riffem i rykiem Gaylorda… ekhm, Maynarda, to już jakby zapowiedź agresywniejszego oblicza Toola, jakie objawi się w numerach takich jak „Ticks & Leeches”. Mniam mniam.

No i numer tytułowy. Nieoficjalny hicior. I chyba nie dziwi. bo to zwyczajnie dobry rockowy kawałek. Chociaż są momenty bardziej nietypowe, to generalnie numer mógł się spokojnie ścigać na listach przebojów z singlami Pearl Jam czy Red Hotów. To były czasy…

Czyli co? Jak na debiut to jest zajebiście. Ale mimo wszystko to nie są jakieś specjalnie sofistikejted numery, przynajmniej w porównaniu do tego, co później zaproponują. Niemniej na półce trzeba mieć, innej opcji nie ma.

najlepszy moment: PART OF ME

ocena: 7,5/10

Leave a Reply