rageman.pl
Muzyka

Tom Waits – Small Change

rok wydania: 1976

wydawca: Asylum

 

„Mała zmiana”? To ci żartowniś.

Wystarczyły dwa lata (ale też i dość istotna koncertówka „Nighthawks At The Diner”), by porzucić croonerowy entourage i odkryć powołanie śpiewającego lumpa. Tu nie będzie nowego Franka Sinatry. Przekonuje o tym już pierwszy na płycie „Tom Traubert’s Blues”. To już TEN głos, być może nawet w jego  optymalnej formie – bo jest i ten alkoholowo-nikotynowy sznyt dodający głębi, a jednocześnie wciąż jest on zrozumiały i nie odstraszający potencjalnych nowych fanów.

Niesamowite, jak zmiana barwy – bo przecież ekspresja wciąż ta sama! – głosu rzutuje na odbiór całości. Bo faktem jest, że muzycznie rzeczywiście nie była to tak radykalna odmiana od tego, co słyszeliśmy wcześniej. Wspomniany „Tom Traubert’s Blues” to kolejna z najpiękniejszych jego ballad, do których miał rękę już od debiutanckiego „Closing Time”. Cóż, ja przy tej kompozycji ryczę jak bóbr, a Wy? Przed jej mocą padł na kolana nawet mainstream, w tym Rod Stewart, który kilkukrotnie ją coverował. Ale już następny w kolejce, napędzany kontrabasem „Step Right Up” przynosi radykalną zmianę klimatu na stricte jazzowe granie. Owszem, bliżej temu do Armstronga niż Sinatry, ale to wciąż kategoria muzyczna, do której kwalifikowały się i wcześniejsze albumy. Zresztą nawet skład muzyków jest zbliżony do tych z poprzednich wydawnictw.

Inna sprawa, czy takie klasyfikowanie jest tu potrzebne i nie obraża tak pięknych, unikalnych piosenek jak „Bad Liver & A Broken Heart” (dobrze swoją drogą, że od tej płyty zaczął dołączać teksty utworów – dzięki czemu zminimalizowano prawdopodobieństwo ominięcia takich perełek jak „… and I don’t have a drinking problem, cept when I can’t get a drink”), „The Piano Has Been Drinking (Not Me)” czy „I Wish I Was In New Orleans”, które tylko ten pan potrafi napisać. Poza tym jest tu parę fragmentów, jak „Pasties & A G-String” czy tytułowy, może nie tyle zapowiadających późniejsze eksperymentalne oblicze, co sugerujących, że Waitsowi nie do końca widzi się w jakichkolwiek kontekstach gatunkowych, czy to jazz bądź rock.

Przeskok jakościowy niesamowity. Taki w sam raz na „ósemkę”.

 

najlepszy moment: TOM TRAUBERT’S BLUES (FOUR SHEETS TO THE WIND IN COPENHAGEN)

ocena: 8/10

Leave a Reply