rageman.pl
Muzyka

Tom Waits – Blue Valentine

rok wydania: 1978

wydawca: Elektra

 

No dobrze, to kończymy dziś z Waitsem.

„Foreign Affairs” omówimy sobie kiedy indziej. „Blue Valentine” to kolejny znaczący krok ku brzmieniom obfitych lat 80tych. I tym razem mowa nie tylko o wokalu Waitsa, ale przede wszystkim o muzyce.

O zmianach jesteśmy informowani już na etapie lektury creditsów w książeczce. Przy większości utworów stoi szokujące „Tom Waits – vocal & guitar”. Zaraz, jak to, a piano? Spokojnie, choć pijane, to wciąż tu jest, choć rzeczywiście nie wychyla się przed szereg, a i nie zawsze sam Waits na nim gra. Znacznie bardziej widoczna jest jednak redukcja brzmień instrumentów smyczkowych, tak przecież charakterystycznych dla tego wczesnego okresu twórczości Waitsa (są wyjątki, ale o nich za chwilę).

Co więc w zamian? Blues. Fakt, w takich numerach jak „Wrong side of the road” czy „Rodeo Is Bleeding” pokazuje, że ten gatunek nie leży aż tak daleko od jazz-rejonów. Też jednak nie są to numery, które łatwo dałoby się ulokować na wcześniejszych płytach, w tym przede wszystkim „The Heart Of…”. A już na pewno długaśny „$29.00” czy „A Sweet Little Bullet  From A Pretty Blue Gun”, z dominującą rolą wspomnianej Waitsowej gitary, to już pewne novum. A zarazem dobry wstęp do tego, co miało się wydarzyć na następnej płycie „Heartattack And Vine”. A taki „Red Shoes By The Drugstore”, oparty głównie na niepokojąco brzmiącej figurze rytmicznej to już praktycznie Waits ze „Swordfishtrombones”.

Wciąż jednak wygrywają moim zdaniem ballady. Zresztą od takowej się płyta zaczyna – tak jakby Waits chciał zamortyzować szok słuchaczy będących świadkami galopującej wręcz metamorfozy. Choć efekt zaskoczenia jest obecny – Waits coverujący, i to jeszcze tak pospolity temat jak „Somewhere” (inna sprawa, że absolutnie przepiękny), to nie jest częsta sprawa. Totalnie kruszy serce sentymentalny „Kentucky Avenue”. Ale też aranżacyjnie zbliżony do powyższych „Christmas card form hooker in Minneapolis” nie tak bezpośrednio trafia do serducha, może ma nawet posmak lekkiej przewrotności. No i też stanowi sztandarowy przykład na to, że tym razem muzyka została podporządkowana tekstom w stopniu wcześniej niespotykanym.

Bardziej uchwycony moment przejściowy aniżeli dzieło na autonomicznych prawach, niemniej znać trzeba.

 

najlepszy moment: KENTUCKY AVENUE

ocena: 7,5/10

Leave a Reply