rageman.pl
Muzyka

Tom Waits – Nighthawks At The Diner

rok wydania: 1975

wydawca: Asylum

 

jesien przyszla. to specyficzny czas. czas, by znow pomowic o plytach na tradycyjnych nosnikach, kupowanych za pieniadze. czas na Toma Waitsa.

Tom Waits to postac. wiadomo. jesli popadacie stopniowo w paranoje i wydaje wam sie, ze wszystko co w wielkich wytworni jest w mniejszym badz wiekszym stopniu sfabrykowane – zwroccie swa uwage na Waitsa. ten typ to totalny prawdziwek, ktory *zdefiniowal* pojecie „kroczenia wlasna artystyczna sciezka”. a ptarzac z przeciwleglej perspektywy – jeden z najlepszych dowodow na to, ze kiedys w fonografii, nawet tej najintensywniej tetniacej Wielkim Pieniadzem, chodzilo naprawde takze o Muzyke. wprawdzie Waits juz od dluzszego czasu wspolpracuje z indie labelami, jednak nastukal na tyle sporo plyt dla majorsow, zeby mozna bylo mowic o fenomenie. a juz pomijajac status i historyczny impakt – Glos. Styl. Historie. trza dodawac wiecej? podsumowujac – moze za typem nie rzucilbym sie w ogien (wczesniej mym sercem zawladnal Nick Cave, a jak wiadomo – ludzkosc dzieli sie na fanow Waitsa i zwolenniczakow Cave’a), ale zdecydowanie skoczylbym z nim na piwo. whiskey? no i przeszedlbym sie na koncert typa.

no wlasnie, Tom Waits live. nasza blogowa Opowiesc o Tomaszu zaczniemy nietypowo, bo od koncertowki. tyle ze sama w sobie to wydawnictwo jest nietypowe. koncertowka juz jako trzecia plyta? tak, bo Waits nalezy do tego waskiego grona artystow (pomijajac scene hc/punk – chyba najlepszy, a jednoczesnie skrajnie inny przyklad: Allman Brthers Band), dla ktorych kariery fonograficznej byloby, gdyby wydawali same koncertowki. co slychac takze i tutaj – przekapitalny, intymny klimat, o ktorym tworcy (i uczestnicy) „Unplugged” czy „Vh1 Storytellers” moga tylko pomarzyc. chemia miedzy uczestnikami eventu na tyle silna, ze az sluchacz sie boi, by przy kolejnym zapalanym papierosie Waitsa przypadkiem nie pieprznelo wszystko. historie, ktorymi typ moglby obdzielic pol populacji sredniej wielkosci polskiego miasta. humor, z jakim sa one odpowiadane. a jesli dla kogos to za malo – sa wciaz Piosenki. tu akurat takich klasykow Waitsowych nie ma, ale wciaz sa tu fragmenty ktore moglyby stanowic solidne punktu zyciowych soundtrackow kazdego lumpa i tych, ktorzy w glebi serca pragneliby prowadzic zywot lumpa. „Better Of Without A Wife” (swietne wykorzystanie „Marszu Weselnego” Wagnera jako kody), „Warm Beer And Cold Woman”, „Nobody”, „Putnam County”… przyznam, ze na dluzsza mete Waits najbardziej mi wchodzi wlasnie w takich bardziej lirycznych, moze nawet piosenkowych klimatach. tym bardziej, ze takze w tych fragmentach najlepiej slychac, jak kapitalny, stricte jazzowy zespol Waitsowi towarzyszy.

trzeba znac!

 

najlepszy moment: BETTER OFF WITHOUT A WIFE

ocena: 8/10

Leave a Reply