Tom Waits & Crystal Gayle – One From The Heart
rok wydania: 1982 (reedycja: 2004)
wydawca: Legacy
no i Waitsujemy dalej.
choc nie widac tego po wynikach sprzedazy plyt, to tak naprawde wszyscy uwielbiaja Waitsa. fani, branza, krytycy. takze swiat filmu. sliczniuchna Scarlt Johannson wydaje cover album, rezyserzy filmow prosza Waitsa o odegranie u nich chocby malej roli. w szczegolnosci upodobal sobie Waitsa Francis Ford Coppola.
a wszystko zaczelo sie na poczatku lat 80tych. Coppola po uslyszeniu „I Never Talk To Strangers” z „Foreign Affairs” postanowil, ze to wlasnie autor tej kompozycji napisze muzyke do jego nowego filmu „One From The Heart”. ba, doszlo do malo typowej sytuacji, kiedy to najpierw poswtala sciezka dzwiekowa i to niejako pod nia krecony byl film (mimo iz to nie musical, choc glowy nie dam – filmu nie widzialem). choc wizja Coppoli nie zrealizowala sie w pelni – tworca „Ojca chrzestnego” wymarzyl sobie, ze caly soundtrack bedzie, tak jak w piosence od ktorej wszystko sie zaczelo, duetem miedzy Waitsem a Bette Midler. ta jednak nie byla dostepna, wiec za namowa Waitsa zaangazowano gwiazde country lat 70tych Crystal Gayle.
przyznam, ze mam problem z tym albumem. bo patrzac przez pryzmat postaci Waitsa – znow mozna mowic o sukcesie. facet po raz kolejny udowodnil, ze nieobca mu zadna stylistyka. wprawdzie juz na omawianym w czwartek „HAV” udowadnial, ze nieobca jest mu balladowa konwencja, ale zeby caly album w takiej konwencji? pianino, orkiestra, gladkie wejscia deciakow, nie absorbujaca sekcja rytmiczna… delikatnie tu tak ze az szok. a najwieksze wrazenie robi sam wokal Waitsa. to juz nie liryczne postekiwania lumpa, ino amant czystej krwi. moznaby rzec nawet – to juz nie Waits, a Leonard Cohen. choc sam kanadyjczyk mial alternatywniej brzmiace momenty. vocal jazzowe podklady „One From…” brzmia zas tak, ze bez problemu odnalazlaby sie na nich np Diana Krall.
no i pojawia sie pytanie – czy takiego Waitsa chcemy sluchac? ja nie za bardzo. tym bardziej, ze melodie nie za bardzo sie bronia. ok, jest tu cudny, promujacy poprzez teledysk (do znalezienia w multimedialnym dodatku do reedycji, montaz scen z filmu) duet „This One’s From The Heart”. jest „Once Upon A Town/Empty Pockets”, jeden z dwoch bonusowych trackow reedycji, pieknie balladowy Waits, choc bardziej w starym stylu. no i „You can’t unring a bell”, jedyny fragment gdzie slodycz ustepuje miejsca uczuciu niepokoju i bardziej alternatywnym zagrywkom (chichot Waitsa…). no i tyle wlasciwie dobrego.
nie aby bylo zle. ale w dyskografii pana Toma znajdziemy zdecydowanie lepsze rzeczy.
najlepszy moment: THIS ONE’S FROM THE HEART
ocena: 7/10