Tom Odell
kto: Tom Odell
Sezon koncertowy 2019 uznaję za rozpoczęty. Wprawdzie miał się rozpocząć już we wtorek gigiem Don Broco, ale w związku z jego odwołaniem tegoroczne emocje koncertowe rozpoczęliśmy występem, na który szedłem bez większych oczekiwań, a wyszedłem całkiem ukontentowany.
Wprawdzie dalej uważam, że porównania do Eltona Johna – przynajmniej na tym etapie rozwoju Toma Odella – są grrrubo przesadzone, to okazało się jednak, że przynajmniej w wersji koncertowej nie jest to totalnie spopowiały songwriting na pianino, jakiego oczekiwałem. Być może fanbaza Odella, głównie złożona z nastolatków płci żeńskiej, nie ma specjalnego pojęcia o takich postaciach jak Billy Joel czy Tori Amos (o Tomie Waitsie nawet nie wspomnę), ale wydaje się, że sam Odell odrobił pracę domową. W poszukiwaniach inspiracji do własnej ekspresji koncertowej musiał też zahaczyć o historię rock and rolla, bo momentami było rzeczywiście głośno, w czym wybitnie pomagało mu sekundujące trio gitara-bass-perkusja (były nawet momenty na krótkie solówki). A dodajmy do tego jeszcze włażenie na pianino czy wyjście do wspólnego śpiewania z ludźmi aż na sam środek Torwaru (inna sprawa, na ile ten drugi pomysł był dobry dla samego Odella – już na wysokości połowy Torwaru sala świeciła pustkami i niedobrze się na to patrzyło). W tym kontekście regularne „pogaduchy” z publiką wydają się rzeczą oczywistą.
Setlista? Tu też zaskoczenie, bo z racji pracy w firmie wydającej Odella jestem na bieżąco z jego singlami i nastawiałem się, że po prostu je odegra. I pewnie dla takiego laika w temacie jak ja byłoby to lepsze rozwiązanie. Takie rozwiązanie młodego Brytyjczyka nie satysfakcjonuje i zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdzie produkcja koncertowa niemal całkowicie wyparła spontaniczność i potrzebę wyjścia poza schemat „greatest hits”, trzeba to docenić. I chociaż setlista z koncertu w Krakowie dzień wcześniej zawierała „Magnetised” na który najbardziej czekałem, to i tak to co usłyszeliśmy w Warszawie było rozwiązaniem bardzo blisko optymalnego. W tym najlepsze fragmenty z ostatniego albumu „Jubilee Road” – tytułowy (na otwarcie występu) i „Half As Good As You” (tutaj w duecie z członkami supportującego gwiazdę wieczoru Jane’s Party – niestety nie wyrobiłem się na ten występ). A na sam koniec hit który rozpoczął karierę Odella – „Another Love”.
Może to wszystko nie przekonało mnie na tyle, aby zostać fanem, ale obiektywnie nie widzę żadnego uzasadnienia by dać niższą ocenę za ten koncert.
najlepszy moment: chyba jednak ANOTHER LOVE
ocena: 8/10
