Tim Fite – Under The Table Tennis
wydawca: DIY
No, to chyba będziemy kończyć temat tego Pana.
Jeśli chodzi o wydawnictwa przeznaczone do Internetu, to „UTTT” jest pierwszą pełnowymiarową płytą Fite’a od czasu „Over The Counter Culture”. Przypominam ten tytuł dlatego, że pod względem klimatu najbliżej „UTTT” własnie do płyty z ’07 roku. Z tą różnicą, że choć znów sporo tu hiphopu, to te wpływy gdzieś umykają pod nawałnicą pomysłów brzmieniowych.
Ten album utwierdził mnie w kolejnej mej refleksji związanej z Fite’m. Koleś jest genialnym aranżerem, podobno świetnym entertainerem (poważnie marzy mi się zobaczyć go na koncercie – może chociaż OFF Festival?), zapewne błyskotliwą osobowością. Jeśli jednak chodzi o, bądź co bądź, najważniejszy aspekt bycia twórcą muzycznym, czyli komponowanie, to z tym u Fite’a bywa różnie. Fakt, koleś nie celuje w melodyjność, jeśli ustrzeli coś o przebojowym potencjale to bardziej na zasadzie rykoszetu. Ale jednak trzeba się sporo napracować, by po odsłuchu piosenek na „UTTT” w głowie zostało coś więcej niż patenty brzmieniowe. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie pomysły na brzmienie stanowią podstawę tych 14 utworów.
Właściwie każdy numer jest posklejany z jakichś tzw brzmieniowych smaczków, więc wymienianie ich wszystkich byłoby tyle żmudne, co bezcelowe. Powie Wam coś fakt, że „Never Lay Down” zawiera pogłosy rodem z dubu, a „No Notice” atakuje niemal industrialną siłą? No właśnie. Myślę, że tematyka tekstów też Was niespecjalnie zainteresuje, choć warto jednak odnotować fakt, że Fite jest tu wyczulony na kwestie społeczno-polityczne jak chyba nigdy wcześniej.
„Change Of Heart” pokazał jednak, że koleś potrafi wykazać się niezłym songwritingiem. Więc jak to z nim jest? O co mu chodzi? Zawsze uważałem, że artyści muzyczni powinni eksperymentować, poszukiwać nowych rozwiązań, rewitalizować swój styl. Fite dość zuchwale wystawił moje przekonania na próbę. Podróż przez jego dyskografię jest tyle fascynująca, co męcząca. Generalnie jednak to chyba prawdopodobnie największe moje odkrycie początku 2012 roku.
najlepszy moment: WE DIDN’T WARN YOU
ocena: 7/10
