rageman.pl
Muzyka

The Clash – Super Black Market Clash

rok wydania: 1993 (reedycja: 1999)

wydawca: Columbia

 

Na pierwszą recenzję w tym roku kalendarzowym nie mógłbym wybrać innego zespołu niż moich faworytów ostatnich kilku miesięcy.

Tym razem jednak zajmiemy się mniej kanonicznym dziełem. Nie ma co ukrywać, kolekcje b-side’ów ciężko oceniać tymi samymi kryteriami co „normalne” płyty, bo z samej definicji są to rzeczy gorsze, które (w zdecydowanej większości przypadków) nie załapały się na regularne płyty z powodu słabszej jakości. Ale dla fanów to rzecz niezbędna, bo nie tylko uzupełnia ich wiedzę o ulubionej kapeli, ale i pozwala np. prześledzić jej rozwój. Poza tym zawsze można wyłapać jakąś perełkę, która, jak się okazuje, podoba się tylko Tobie.

Czy takowe znajdziemy na „SBMC”? Zależy co kto lubi. Ja np uwielbiłem The Clash za eklektyzm, dlatego niespecjalnie wiele znalazłem dla siebie w pierwszej, stricte gitarowo-punkowej części materiału (wszystkie 21 tracków ułożono chronologicznie, co poczytujemy za plus). Choć sporo uroku ma w sobie cover „Pressure Drop” klasyków ska Toots & Maytals, a za sporą ciekawostkę można uznać numery instrumentalne pokroju „Time Is Tight”. Ale generalnie – numery nie schodzące poniżej wysokiego, Clash’owego poziomu, a jednak ciężko mówić tu o specjalnie porywających wykonach.

Choć nie jestem fanem dubu, to jednak najciekawsze rzeczy moim zdaniem zaczynają się wraz z „Justice Tonight/Kick It Over”, utrzymanym w tej właśnie stylistyce. Od tego numeru do końca płyty pozostajemy w takim właśnie, dość elektronicznym klimacie, dowodzącym ponadgatunkowości the Clash. Absolutnie wymiatające fragmenty to remixy „The Call-Up” i „The Magnificent Seven” (tu jako odpowiednio „The Cool-Out” i „The Magnificent Dance”), oba zresztą popełnione przez Strummera i Simonona (do spółki z menago, Bernardem Rhodesem) skrywających się pod aliasem Pepe Unidos. Jeśli ktoś jest niespecjalnie skory do kupowania best of’ów, to nabywając „SBMC” będzie miał wreszcie w swej kolekcji największą perełkę The Clash’owego repertuaru, wydany tylko na singlu „This Is Radio Clash” (tu jako „Radio Clash” i w jednak ciut innym gorszym mixie, niemniej wciąż ma to moc). A didżejom, którzy chcieliby w swoich setach zawrzeć coś The Clash, zaproponowano „Mustapha Dance”, czyli „Rock The Casbah” z jeszcze bardziej podkręconym aspektem tanecznym.

Nie jest to kompletne kompendium wiedzy o The Clash’owych odrzutach, bo chłopaki ponoć sporo tego naprodukowali. Ponadto szkoda, że nie ma tu żadnej absolutnej premiery, czegoś nigdy wcześniej niepublikowanego. Niemniej fani kwartetu powinni to wydawnictwo znać.

 

najlepszy moment: THE MAGNIFICENT DANCE

ocena: 7/10

Leave a Reply