rageman.pl
Muzyka

System Of A Down – Toxicity

rok wydania: 2001

wydawca: American

 

no okej, dzis zajmiemy sie oslawionym drugim albumem SOADu.

pamietam dobrze moment wydania tej plyty. na przelomie wiekow najbardziej siedzialem w tego typu dzwiekach i dzieki uczestnictwu w rozmaitych forach czy innych grupach netowych (core-pl 4 life, bijaaacz!) nie trzeba bylo w samotnosci czekac na premiery albumow. a na „Toxicity” tym bardziej sie czekalo, gdyz debiut ostro namieszal w glowach maniakow core’owych i numetalowych nut. tyle ze bylo to ciut inne oczekiwanie niz np na nowa plyte ratm czy korna. te zespoly znali wszyscy. a ze pierwsza plyta systemu nie zrobila furory komercyjnej, tak wiec czulismy sie z tym naszym „fanowaniem” tankianowi i spolce niemal jak elita. i co? promocyjny singiel „Chop suey!” w sierpniu podbija plejlisty Mtv i innych stacji muzycznych (wow, flashback – kiedys w telewizorni naprawde leciala muzyka!), wszyscy zaczynaja gadac o „szalonych ormianach z gitarami”. dzieki czemu wypuszczony miesiac pozniej longplej debiutuje od razu na pierwszym miejscu listy billboardu. nad plyta rozprawiaja w zachwytach wszyscy, a o zespole pisze nawet Bravo (sam widzialem, pamietam). System Of A Down nie jest juz tylko moj.

ok, zdaje sobie sprawe, ze w kontekscie powyzszego akapitu wszelkie slowa krytyki w kierunku „Toxicity” moga byc odebrane jako przekora. chlopak sie obrazil, ze jego ultraelitarny band spowszednial i podoba sie juz nie tylko mu. ale fakt jest taki, ze nigdy nie padlem na kolana przed „Toxicity”. albo inaczej – nigdy nie byl ten album dla mnie rownie dobry co debiut. tylko ze teraz, kiedy przesluchalo sie pare plyt wiecej i nabralo sie dystansu do mlodziezowych zajawek, wiem z jakich powodow.

kiedys dalo sie me zastrzezenia ujac bardzo prosto: „za malo czadu!”. a prawda jest taka, ze tego czadu jest sporo calkiem. tyle ze troche brak mu jaj. to, ze nie dziala juz efekt swiezosci to oczywiste. ale tak jak na poprzedniku zageszczenie zabojczych riffow przyprawialo o palpitacje serca, tak tutaj ze swieca w reku szukac takowych.

plyta zaczyna sie calkiem niezle – „Prison song” to chyba najlepszy czad-song tej plyty. tutaj jeszcze te soadowe skoki dynamiki (w ich przypadku to mozna nawet mowic o gwalcie, sponiewieraniu dynamiki) maja sens, wrecz *robia*. ale im dalej w las, tym gorzej. a juz niektore momenty pokroju „X”. to, jak na moj gust, zwyczajny belkot. nie wiem, moze jak zaczelo sie zapoznawanie z SOADem od tej plyty, to mozna sie tego tpyu numerami zachwycic. ale dla mnie to bzdura. tym bardziej ze same teksty, juz nie tak zaangazowane jak kiedys, nie tlumacza tego co sie dzieje w samej muzyce.

tyle ze bezsensowne momentami napierdalansko w instrumenty to jeden aspekt plyty. drugi dotyczy konstruowania melodii. niestety, okazalo sie ze armenskimi beatlesami to oni chyba jednak nigdy nie zostana. „Chop suey!” broni sie po latach o wiele gorzej od takiego „Sugar” z poprzedniej plyty. choc nie odwaze sie powiedziec, ze to jednoznacznie zly kawalek. podobnie jak tytulowy. dla mnie od zawsze przehajpowany, choc partie perkusisty to czyste bossostwo. najlepiej z melodyjnych piosenek wypada „Aerials”, trzeci singiel plyty. troche wczoraj przesadzilem z nazywaniem go kopia „Spiders”. w klimacie i konstrukcji to rzeczywiscie podobne piesni. ale skoro „The Everlasting Gaze” nazwalismy puszczeniem so-called oczka Corgana w kierunku starszych fanow, to badzmy konsekwentni. tym bardziej, ze naprawde rzecz sie tutaj wyroznia. zwlaszcza dzieki koncowce (choc to wlasciwie odrebny kawalek, bo po ciszy nastepujacy, ale cicho-sza), w ktorej Soad czyni najwiekszy w swej historii uklon w kierunku muzyki swych przodkow (choc w tej kategorii na slowa uznania zasluguje tez srodkowa czesc „Science”).

chyba najfajniejszym aspektem tej plyty sa znacznie bogatsze aranzacje, z udzialem pianinka czy innych skrzypeczkow. tyle ze jeszcze lepiej to wypada na nastepnych plytach. i tak wlasnie sobie mysle, ze nie tylko debiut wypada o wiele lepiej, co nawet pozegnalne „Hypnotize/Mesmerize”. nie wiem, moze trzeba do tej plyty dojrzec. chociaz… hmmm… errrr… nie no, mysle ze niekoniecznie.

 

najlepszy moment: AERIALS

ocena: 7/10

Leave a Reply