rageman.pl
Muzyka

Sting – The Dream Of The Blue Turtles

rok wydania: 1985

wydawca: A&M

 

cos ostatnio w starociach zagustowalem znow. wczoraj The Beatles, dzis plyta 20 lat mlodsza wprawdzie od Sierzanta Pieprza, jednak do swiezynek trudno ja zaliczyc.

Sting uchodzi za etatowego nudziarza. kazdy lubi The Police i kto kwestionuje wielkosc Policjantow jest ignorantem. ale Sting solowy? nudy, nudy, nudy, popowe pseudoelitarne piardy, przy ktorych doznaje conajwyzej marcin kydrynski. owszem, rzeczywiscie ostatnie dokonania tego pana to bol. ale nie zawsze tak bylo. i mowa rowniez o solowym etapie kariery Stinga. na „snie o niebieskich zolwiach” (co za tytul!) bylo naprawde zajebiscie.

pierwszy album po rozpadzie The Police. jeszcze nosi Stinga energia, ktora emanowal jego poprzedni zespol, choc z drugiej strony jest to jednoczesnie chyba najbardziej ujazzowiona jego plyta. ale jak sie dobiera do skladu takich muzykow jak darryl jones (teraz the rolling stones koncertowy) to trudno, by bylo nudno. w ogole to ciekawostka taka swoja droga, bo darryl basista jest przeciez. zaowocowalo to albumem, na ktorym sting wyjatkowo pomyka na gitarze. i wychodzi mu to calkiem zgrabnie, choc do klasy Summersa nie ma co porownywac.

jazz jazzem, ale plyta zaczyna sie thepolice’owato. na dzien dobry hicior „if you love somebody set them free”. wlasciwie taki pomost to miedzy rockowa przeszloscia a tym, co pan sting zaprezentuje nam pozniej na tej plycie. potem juz jednak mamy czysty the police w jego najbardziej regalowatej wersji – kolejny przeboj o nazwie „love is the seventh wave”. ponadto numer konczy sie cytatem z „every breath you take”, wiec jest ciekawie. potem najpowazniejszy fragment plyty – „russians” i slynne rozterki stinga czy rosjanie tez kochaja swoje dzieci. zreszta dosyc duzo na tej plycie politykowania – videliryki do „children’s crusade” czy „we work the black seam”. sa tez nawiazania do literatury – jak „wywiad z wampirem” w „moon over bourbon street”.

wiec mamy jazz. knajpiany w „moon over…” czy magicznym, opartym na hipnotycznym klawiszu w „we work the black seam”. mamy jazz szalony, improwizowany w numerze tytulowym. mamy jazz i w „shadows in the rain” czyli przerobce numery bylego zespolu stinga. przerobienie na jazz kawalka rockowego zaowocowalo czyms na ksztalt naszego voo voo.

dla mniektorych ta wlasnie przerobka byla najbardziej kontrowersyjna sprawa, za ktora wielu fanow policjantow zdissowalo stinga. wyobrazacie sobie? sting popelnil plyte ktora wywolywala kontrowersje. takiego stinga mi dzisiaj brakuje wlasnie. walczacego, kontrowersyjnego, zaskakujacego. a nie dziadka, ktory to nagrywa z soul gwiazdeczkami, to bierze na warsztat numery ze sredniowiecza. a w obu przypadkach jaja w tym zero.

fajnie ze reaktywowal the police chocby na jedna trase. nie lubie Wielkich Reaktywacji, ale moze dzieki temu koles sobie przypomni, ze kiedys tworzyl muzyke, ktora kasala, a nie zaglaskiwala na smierc. i moze znow popelni taki numer jak cudowny, kojarzacy sie z „wrapped around your finger” numer zamykajacy ten album – „fortress around your heart”. zreszta wydaje mi sie, ze zbieznosc tytulow to tez nie przypadek.

 

najlepszy moment: FORTRESS AROUND YOUR HEART

ocena: 8,5/10

Leave a Reply