rageman.pl
Film

Sprzedawcy

rok: 1994

reżyseria: Kevin Smith

 

Zawsze rozśmieszający, zawsze rozjebujący na kawałeczki. Klasyk, a z amerykańskiego: masterpiece.

Nie ma chyba zbytnio co opisywać fabuły. Przecież ten film stoi na półeczce o nazwie „kult i klasyka która trzeba znać”. Pokrótce: film to o… sprzedawcach. Amerykańskie zadupie, główny bohater Dante prowadzi sklep, który u nas byśmy nazwali monopolowym. Postacie drugoplanowe: Randal, bezczelny, ale jednocześnie z głową na karku kumpel prowadzący wypożyczalnię video, Veronica – obecna dziewczyna Dantego i Caitlyn, była dziewczyna która zdradzała naszego głównego bohatera na lewo i prawo, ale on i tak ją kocha, pomimo że właśnie się dowiedział, że wychodzi ona za azjatyckiego projektanta. No i jeszcze mamy mnóstwo przewijających się przez sklep klientów oraz, przede wszystkim, dwóch dilerów koczujących pod sklepem, znanych jako Jay i Cichy Bob. Damn, znów jednak opisałem fabułę.

Na czym polega siła tego filmu? Dwa czynniki. Po pierwsze – jest to film, który stanowi wzór dla wszystkich tych, co rozpoczynają przygodę z kręceniem filmu. Encyklopedyczny przykład, jak za minimum kasy zrobić świetny film. Fascynujące, że ograniczenia budżetowe wcale nie są tu widoczne. A przynajmniej znacznie mniej niż w polskich super-produkcjach, gdzie mamy smoki ze sreberka po czekoladzie i antyczne miasta z tektury. Tylko taki mózg jak Kevin Smith mógł nie tylko uzasadnić w scenariuszu te ograniczenia, co zrobić z nich zaletę. Pierwszy lepszy przykład: film rozgrywa się w głównej mierze w sklepie. Reżyser wykorzystał sklep, w którym sam pracował, jednak mógł w nim kręcić tylko w nocy. W związku z tym wnętrza sklepu spowite są oświetleniem lamp, co wydaje się co najmniej dziwne. Uzasadnienie? „Ktoś zakleił gumą zamki w żaluzjach”. A przykładów na pomysłowość twórcy można by naprawdę jeszcze mnożyć.

Drugi czynnik, związany w sumie z pierwszym. Jeśli nie masz hajsu na zachwycenie efektami specjalnymi czy grą topowych aktorów, musisz błysnąć tym, co powinno stanowić podstawę całego filmu. Scenariusz. Okej, nie mamy tu jakiegoś ultraintrygującego wątku fabularnego. To tylko dzień z życia sprzedawcy, zapis jego konfrontacji z bliskimi osobami i przewijającymi się przez sklep klientami. Ale scenariusz to też dialogi. I nimi przede wszystkim Smith wygrywa. Stąd właśnie pierwsze zdanie tej notki. Humor Kevina Smitha właśnie przy okazji tego debiutanckiego dla niego filmu osiąga apogeum. Nie każdy go jednak kupi. Bo dużo tu prymitywnego języka, wulgarnych zwrotów. Ale to wszystko wpakowane w tak inteligentne dysputy, okraszone takimi kapitalnymi puentami, że jednak różnica między „Clerks” a np. „American Pie” jest jednak dosyć konkretna.

Uwielbiam takie filmy, no. Ten humor, ten klimat początku lat 90., potęgowany jeszcze muzyką herosów tamtych lat: Alice in Chains, Soul Asylum, Bad Religion… No i TA Ameryka. Ahhh.

Pierwszy, i jak dla mnie najlepszy, film Kevina Smitha. Zresztą, macie tu próbkę. Tu akurat w roli głównej Jay i Cichy Bob, którzy przecież niedługo po tym filmie wyrośli na fenomen popkulturalny.

 

najlepszy moment: BERSERKER!!!!!!!!!!!!!  

ocena: 9,5/10