Sprzedawcy
reżyseria: Kevin Smith
zawsze rozsmieszajacy, zawsze rozjebujacy na kawaleczki. klasyk, a z amerykanskiego: masterpiece.
nie ma chyba zbytnio co opisywac fabuly. przeciez ten film stoi na poleczke o nazwie „kult i klasyka ktora trzeba znac”. pokrotce: film to o… sprzedawcach. amerykanskie zadupie, glowny bohater Dante prowadzi sklep, ktory u nas bysmy nazwali monopolowym. postacie drugoplanowe: randal, beszczelny, ale jednoczesnie z glowa na karku kumpel prowadzacy wypozyczalnie video, veronica – obecna dziewczyna dantego i Caitlyn, byla dziewczyna ktora zdradzala naszego glownego bohatera na lewo i prawo, ale on i tak ja kocha, pomimo ze wlasnie sie dowiedzial, ze wychodzi ona za azjatyckiego projektanta. no i jeszcze mamy mnostwo przewijajacych sie przez sklep klientow oraz, przede wszystkim, dwoch dilerow koczujacych pod sklepem, znani jako Jay i Cichy Bob. damn, znow jednak opisalem fabule.
na czym polega sila tego filmu? dwa czynniki. po pierwsze – jest to film, ktory stanowi wzor dla wszystkich tych, co rozpoczynaja przygode z kreceniem filmu. encyklopedyczny przyklad, jak za minimum kasy zrobic swietny film. fascynujace, ze t ograniczenia budzetowe wcale nie sa tu widoczne. a przynajmniej znacznie mniej niz w polskich super-produkcjach, gdzie mamy smoki ze sreberka po czekoladzie i antyczne miasta z tektury. tylko taki mozg jak kevin smith mogl nie tylko uzasadnic w sceenariuszu te ograniczenia, co zrobic z nich zalete. pierwszy lepszy przyklad: film rozgrywa sie w glownej mierze w sklepie. rezyser wykorzystal sklep, w ktorym sam pracowal,, jednak mogl w nim tylko krecic tylko w nocy. w zwiazku z tym wnetrza sklepu spowite sa oswietleniem lamp, co wydaje sie conajniej dziwne. uzasadnienie? „ktos zakleil guma zamki w zaluzjach”. a przykladow na pomyslowosc tworcy moznaby naprawde jeszcze mnozyc.
drugi czynnik, zwiazany w sumie z pierwszym. jesli nie masz hajsu na zachwycenie efektami specjalnymi czy gra topowych aktorow, musisz blysnac tym, co powinno stanowic podstawe calego filmu. scenariusz. okej, nie mamy tu jakiegos ultraintrygujacego watku fabularnego. to tylko dzien z zycia sprzedawcy, zapis jego konfrontacji z bliskimi osobami i przewijajacymi sie przez sklep klientami. ale scenariusz to tez dialogi. i nimi przede wszystkim smith wygrywa. stad wlasnie pierwsze zdanie tej notki. humor kevina smitha wlasnie przy okazji tego debiutanckiego dla niego filmu osiaga apogeum. nie kazdy go jednak kupi. bo duzo tu prymitywnego jezyka, wulgarnych zwrotow. ale to wszystko wpakowane w tak inteligentne dysputy, okraszone takimi kapitalnymi puentami, ze jednak roznica miedzy clerksami a np american pie jest jednak dosyc konkretna.
uwielbiam takie filmy, no. ten humor, ten klimat poczatku lat 90tych, potegowany jeszcze muzyka herosow tamtych lat: alice in chains, soul asylum, bad religion… no i TA ameryka. ahhh.
pierwszy, i jak dla mnie najlepszy, film Kevina Smitha. zreszta, macie tu probke. tu akurat w roli glownej Jay i Cichy Bob, ktorzy przeciez niedlugo po tym filmie wyrosli na fenomen popkulturalny
najlepszy moment: BERSERKER!!!!!!!!!!!!!
ocena: 9,5/10
