Sokół maltański
rok: 1941
reżyseria: John Huston
Kiedy niecały rok temu pisałem o „Ósmym dniu tygodnia” był to w tamtym momencie najstarszy twór artystyczny który zrecenzowałem w ponad 20-letniej historii tego bloga. Nie sądziłem że uda się ten rekord przebić tak szybko i to o prawie dwie dekady.
Ale oto on, „Sokół maltański”. Pierwszy film legendarnego reżysera Johna Hustona. Jedno z najlepszych dokonań ikony Złotej Ery Hollywoodu, Humphreya Bogarta. Blueprint nurtu noir w Kinie. Jedno z pierwszych dzieł kinematografii któremu przydawano znaczenie historyczne. Ale last but not least – cholernie dobry film. Nawet jeśli należy się zastanowić, jaką miarą mierzyć jego jakość.
Na pewno kurz nie pokrył samej fabuły filmu i głównej intrygi, nawet jeśli w gruncie rzeczy jest dość prosta. Jest Ona – femme fatale, która pewnego dnia przychodzi do Niego, prywatnego detektywa. Jej zlecenia finalnie podejmuje się jego partner i niestety kończy się to dla niego tragicznie. Jedno morderstwo pociąga za sobą kolejne, aż w końcu prowadzą one do… tytułowego sokoła maltańskiego, artefaktu o wartości doprowadzającej do obłędu wszystkich w jego zasięgu. Oczywiście poza Nim – naszym głównym bohaterem, ostatnim sprawiedliwym który musi tę sieć intryg rozgryźć.
No tak, gdyby „Sokół” powstał w dzisiejszych czasach to na pewno nie byłby tak krystalicznie czysty. Ale tamto Hollywood, długo przed rewolucjami obyczajowymi, gdzie bycie Gwiazdą Hollywood oznaczało trochę co innego niż dziś, preferowano taką uproszczoną wizję świata. Czy to w jakikolwiek sposób umniejsza talentowi Bogarta? Absolutnie nie. Nie będę ściemniał, że mam jakąkolwiek skalę porównawczą jeśli chodzi o jego kreacje filmowe, natomiast sam „Sokół” pozwala mi zrozumieć dlaczego cieszy się takim a nie innym statusem. Co tu dużo mówić – typ był chodzącą charyzmą, a trzeba dodać że występuje tu w praktycznie każdej scenie, więc nie ma przesady w stwierdzeniu, że film opiera się przede wszystkim na nim. Ale też oglądając go w akcji trudno nie zadać sobie pytania – czy taki sposób gry aktorskiej obroniłby się jeszcze dziś? I tu dochodzimy do sedna problemu zajawionego na początku – formalnie też film zestarzał się okrutnie. Zresztą wystarczy popatrzeć na partnerującą Bogartowi Mary Astor – to już jest rodzaj gry który zabija wręcz teatralnością. Choć film jest adaptacją książki, to całość ma vibe niczym teatr telewizji – z małymi wyjątkami wszystko rozgrywa się się na przestrzeni kilku pomieszczeń. Owszem, dzieje się tu dużo, ale głównie w dialogach – sceny „akcji” nawet u starszej młodzieży mojego pokroju wzbudzają lekki uśmiech politowania.
Stąd też pytanie, czy w ocenie takiego filmu jak „Sokół” uwzględniamy kontekst historyczny, jego pionierstwo etc. Jeśli tak, to 10/10 i nie ma dyskusji. Ale jeśli za podstawowe kryterium oceny przyjmiemy zwyczajną radość oglądania, to odpowiedź już tak prosta nie jest. Bo być może technologia w przypadku sztuki filmowej nie ma aż takiego znaczenia jak w przypadku gamingu, gdzie już nawet w gry z początku 21 wieku gra się ciężko, ale też powiedzmy sobie wprost – 80 lat to w kinie kilka epok. I po „Sokole” widać to że to dzieło z zupełnie innej epoki. Choć z założenia nie jestem fanem remake’ów, to może w tym wypadku takowy by się przydał. Tylko kto by miał na tyle odwagi by wejść w buty Bogarta i kreacji przez niego stworzonej?
najlepszy moment: HUMPHREY BOGART
ocena: 8,75/10