Run-D.M.C. – Tougher Than Leather
rok wydania: 1988 (reedycja: 2009)
wydawca: Profile
Następcę „King Of Rock” mamy już dawno omówionego. „Raising Hell”, bo o nim oczywiście mowa, wymiótł na całej linii, tak artystycznie jak i komercyjnie. Jeśli nagrywa się „najlepszy rapowy album w dziejach” (przynajmniej według słów Chucka D z Public Enemy zawartych w książeczce reedycji), to jaki może być następny ruch zespołu. Zgadza się – w bok.
Teoretycznie zespół miał zadanie ułatwione – szufladka rap rockowa jest tyle pojemna, co łatwa do porzucenia. Wystarczyłoby porzucić gitary i voila – mamy eksperyment i nową ścieżkę. Na szczęście Runi nie poszli na taką łatwiznę i gitary jak najbardziej zostawili, tyle że dali im nową rolę. Dalszą. Bo pierwszy plan przejął śp. Jam Master Jay. A konkretnie jego sample.
Nie jest tajemnicą, iż Beastie Boys w początkach swej kariery wiele zawdzięczali Run-DMC. Wspólne kręgi towarzyskie to jedno, mam tu na myśli bardziej inspirację muzyczną. Raprockowość „Licensed To Ill” to oczywisty przykład, jednak słuchając „Tougher Than Leather” można sobie łatwo uświadomić, iż eklektyzm podkładów „Paul’s Botique” nie wziął się znikąd. Jak wspomnieliśmy, prostota oferowanego przez DJ Runa, Dmc i JMJ mixu gitar i twardo brzmiącego beatu jest tylko pozorna, jednak w przypadku czwartej płyty zespołu o żadnej prostocie, choćby sfingowanej, mowy być nie może. Skrajny przykład – „Beats To The Rhyme”, ale w grę wchodzi niemal każdy kawałek. Co więcej – chociaż już wcześniej (ze szczególnym podkreśleniem „Raising Hell” rzecz jasna) panowie udowodnili, że z przystępnością nie mają problemu, tak chyba nigdy nie byli tak bardzo taneczni jak na „Tougher Than Leather” właśnie. Taki „I’m Not Going Out Like That” to mokry sen każdego breakdancera, moim zdaniem przebijający swym potencjałem nawet kultowy „It’s Like That”. A skoro o przystępności mowa – „Papa Crazy” z samplem z „Papa Was A Rolling Stone” The Temptations pokazuje, że nie ma nic złego w posiłkowaniu się oczywistymi cytatami, jeśli jest to zrobione z głową. Taki „Mary, Mary” zaś to już cover pełną gębą, któremu nieprzypadkowo powiodło się najlepiej z wszystkich singli z tej płyty.
A wspomniane gitary? W „Miss Elaine” hardrockowo śmiga nie tylko riff gitary, ale i głosy chłopaków wpasowują się w konwencję. Ale już w następnym „Soul To Rock And Roll” zagrywka gitarowa ginie w natłoku sampli. A w takim utworze tytułowym bardziej niż heavy rockowa motyw prowadzący zwraca uwagę sąsiadująca z nim gitara wygrywająca najprawdziwszy… funk. Koniec końców może brakuje trochę tych stricte rap rockowych patentów, ale z drugiej strony całość brzmi dojrzalej, pozbawiona siermiężności jaka czasem wdzierała się na poprzednich płytach
O bonusach teraz – poza „Beats To The Rhyme” w wersji instrumentalnej otrzymujemy demo „Crack” (stricte oldschool rapowa rzecz, mało intrygująca), znany nam już z omawianej tu kiedyś składanki „A Very Special Christmas”, genialny „Christmas In Hollis” i „Penhthouse Ad”, będący dokładnie tym, na co wskazuje tytuł – minutowym dżinglem reklamującym nowy numer „Penthouse”a. Skądinąd sympatycznym.
najlepszy numer: TOUGHER THAN LEATHER
ocena: 8/10