Gaba Kulka – Live Rabbit
wydawca: Mystic
And now something completely different… Polska, DVD, muzyka alternatywna. Witamy w naszych gościnnych progach Gabrielę Kulkę, zwaną pieszczotliwie „Gabą”.
Koncert, o którego rejestracji dziś mowa, odbył się na jesieni 2009 roku w ramach trasy koncertowej „Trójka Tour”, której line-up stanowiły najjaśniejsze, a zarazem nie-metalowe, gwiazdy katalogu wytwórni Mystic: Czesław Spiewa, Dick4Dick, no i Gaba. Trasa, co niespecjalnie powinno dziwić biorąc pod uwagę mega łebską działalność Michała Wardzały i jego wytwórni w ostatnich latach, okazała się sukcesem. Jak wieść gminna niesie – nie tylko frekwencyjnym, ale także towarzyskim. Być może zaowocowało to częstszymi niż przedtem spotkaniami na wódce, nas jednak interesuje ten aspekt z innego powodu – iż przełożył się on na niesamowicie pozytywną energię bijącą z występu Gaby. Co w przypadku klimatu jej muzyki nie jest takie oczywiste.
Przyznam się bez bicia – twórczość autorki „Hat, Rabbit” znam bardzo pobieżnie. I nie, abym mówił to z wielkim wyrzutem sumienia. Doceniam pasję i szczerość zawartą w jej muzyce, pozytywnie oceniam jej wkład w krajobraz naszej sceny muzycznie, jednak patrząc na zjawisko szerzej (czyli w kontekście międzynarodowym) ta unikalność Gaby dość jednak maleje. Oczywiście można darować sobie poprzeczkę o nazwie „Kate Bush”, bo to od razu zamyka całą zabawę, jednak nawet na tle bardziej współczesnej sceny żeńskich song-writerek globalny słuchacz mógłby mieć problem z odnotowaniem postaci Gaby. Inna sprawa, że skojarzenia które wywołują odegrane na koncercie piosenki trudno uznać za argumenty potwierdzające powyższe tezy – bardziej jako punkty zaczepienia dla kogoś, kto na to DVD załapał się ze względu na „metalowego” wydawcę. Przeważnie sposób interpretacji wokalnej Gaby w zestawieniu z dźwiękami klawiszy natychmiastowo ewokują Tori Amos, kiedy jednak aranżacje ocierają się o bardziej, nazwijmy to, kabaretowo-teatralne dźwięki przestaje dziwić, dlaczego Gaba tak dobrze się dogaduje na Twitterze z Amandą Palmer. Skoki dynamiki mogą kojarzyć się natomiast z Republiką, ale to już naprawdę desperacki namechecking.
W związku z powyżej wspomnianą nieznajomością studyjnej dyskografii Gaby jestem zmuszony oceniać „wykony” w oderwaniu od studyjnych pierwowzorów. I tu nie ma żartów – poziom jest światowy. O ile oczywiście pogodzimy się z faktem, że światowe wykonanie nie musi iść w parze ze światowym poziomem rejestracji. Przy tak fachowym wykonaniu instrumentalnym (choć poza Gabą skład dość tradycyjny – gitara, bas/kontrabas, perkusja i perkusjonalia) chciałoby się jakiejś „żylety” w brzmieniu… Jeśli chodzi o obraz – kolorystyka ciepła, montaż w miarę dynamiczny, ale i tu darowałbym sobie zestawianie z produkcjami zagranicznymi. Scenografii praktycznie brak, szczytem wizualnej ekstrawagancji można uznać malunki na ciałach żeńskiej części ekipy Gaby i pleksi oddzielającą perkusję.
Z drugiej strony taki ascetyzm wizualny można rozpatrywać pozytywnie – żadnego „ramsztajnowania”, żadnego (wizualnego) kabaretu. Tylko Muzyka, w – podkreślam – wybornym wykonaniu. Wzorcowa dramaturgia ułożonych piosenek, z całkiem zaskakującym coverem „Magdaleny” A Perfect Circle (choć jakby szukać dziury w całym – Maynard James Keenan ma sporo wspólnego z Tori Amos…) i absolutnie fenomenalnym, czyściutkim wykonaniem „Na Pierwszy Znak” tandemu Tuwim/Wars. Podsumowując całość – koncert nie przekonał mnie do polubienia studyjnej twórczości Gaby, ale dość mocno zasugerował, że problem jest raczej we mnie a nie w muzyce Gaby.
Dodatki. Przede wszystkim film dokumentalny „3 For The Road”. Czyli, jak można się domyśleć, obrazki z trasy. Potwierdzające świetną energię między trzema ekipami, o której mowa była na początku tego wpisu. Zabawa w hotelach i na afterparty to jedno (z towarzyskich ciekawostek Trójmiasta: wytrawne oko wypatrzy aktualnego perkusistę ekipy Czesława, Przemka z ś.p. Pneumy, którego oczywiście pozdrawiamy), ale świetnie się patrzy na te kolaboracje sceniczne już na samych koncertach, zarówno planowane jak i nieplanowane…. Ponadto slideshow fot z trasy do piosenki „Devil’s Headlights” i teledysk do „Niejasności” autorstwa Maćka Szupicy (już ex-D4D). Z towarzyskich ciekawostek Trójmiasta, part 2: wśród tańczącej ekipy na teledysku można się dopatrzeć Macieja Salamona (m.in. Gówno), którego oczywiście pozdrawiamy. I kończąc temat towarzyskich ciekawostek Trójmiasta: na okładce wydawnictwa wykorzystano foto Joanny „Froty” Kurkowskiej, którą oczywiście pozdrawiam.
najlepszy moment: NA PIERWSZY ZNAK
ocena: 7,5/10
