rageman.pl
Muzyka

Rickie Lee Jones – The Magazine

rok wydania: 1984

wydawca: Warner

 

wtajemniczamy sie dalej w twroczosc Pani Jones.

5 lat pozniej od czasu wydania debiutanckiego albumu widziemy sie w dosc podobnym momencie, choc jednak ciut innym. na pewno wiecej zmian zaszlo w zyciu Artyski. koniec toksycznego zwiazku z Tomem Waitsem byl raczej poczatkiem anizeli koncem jej problemow z uzywkami. ale wyjechala ze Stanow, poukladala sobie zywot, odstawila alkohol i tym podobny syf i postanowila zrobic artystyczny rozrachunek z tym okresem w postaci niniejszej plyty. i fakt – nie ma tu az tak wesolo brzmiacych utworow jak „Chuck E’s Love”, choc dalej mozemy mowic o lawirowaniu miedzy swiatami popu, rocka i jazzu. a takze – choc w mniejszym stopniu – swiatem muzyki orkiestralnej, filmowej (plyte wspolprodukowal slynny hollywoodzki soundtrackowiec James Newton Howard), a nawet… muzyki sakralnej. to ostatnie za sprawa kilkuczesciowego „Rorschachs”, przechodzacego plynnie od akustycznej miniaturki dedykowanej Papiezowi (obstawiam JP2, choc nie jest to uscislone), poprzez fragment z gadka w duchu Laurie Andersona konczac na lekko new-age’owym wrecz bohomazie muzycznym. ambitne to wszystko, choc nie ma co ukrywac – na granicy belkotu.

a wczesniej? w sumie aranzacyjnie na bogato jak dawniej (wsrod sidemanow m.in. muzycy Toto i Steely Dan), z wieksza iloscia deciakow, choc tez zdecydowanie mniej chwytliwie. chyba tym razem lekko przegieto z rozbudowywaniem struktur kompozycji. co na pewno swiadczylo dobrze o Jones jako swiadomej swych poczynan artystce, ale bylo poczatkiem jej komercyjnego konca.

niemniej warto sie zapoznac. udanej soboty, lece poprowadzic discopolowe wesele. viva la roznorodnosc muzyczna!

 

najlepszy moment: THE REAL END

ocena: 7/10

Leave a Reply