Rickie Lee Jones – Rickie Lee Jones
rok wydania: 1979
wydawca: Warner
kogo tam jeszcze odwiedzil Dr John ze swymi muzycznymi talentami? no na przyklad taka jedna dziewuszke na jej debiutanckiej plycie.
dzis ta dziewuszka jest juz dosc stateczna pania i niestety dosc zapomniana – dzis bardziej sie pamieta jej bycie Byla Wielka Miloscia Toma Waitsa anizeli ten tuzin nagranych albumow. ale te ponad dwie dekady temu to byla Gwiazda. okladki Rolling Stone’a, Grammy za Debiut Roku, Billboard, szalenstwo no.
i w sumie trudno sie dziwic. „RLJ” to niemal symbol songwritingu tamtych czasow, nie tylko zenskiego. poprockowe aranzacje (choc z nie tak lekko jazzowym feelingiem) tworzone przez stado sidemanow (z bardziej znanych nazwisk poza wspomnianym Dr Johnem m.in. Randy Newman i Jeff Porcaro), przebojowe, choc bedace tylko tlem dla glownej bohaterki o sile osobowosci godnej konkurowania z najwiekszymi rock-gwiazdami. zreszta w tamtym czasie pare, jaka tworzyla z autorem „Bone Machine” okreslano tymi samymi epitetami co relacje Sida V. z Nancy. warto tez pamietac, ze w tym czasie malo bylo tak charakternych kobitek w mainstreamie – Joni Mitchell bujala sie wtedy z jazzmanami, do rocka wracajac pare lat pozniej (Patti Smith to jednak juz jednak inna kategoria wagowa). potem sypnelo jak z rekawa, zwlaszcza w latach 90tych. wielu twierdzi, ze taka Sheryl Crow to totalna zrzyna z Lee Jones. i rzeczywiscie, cos jest na rzeczy.
opisujemy ten album dosc okrezna droga, ale w sumie co wiekszego mozna jeszcze o tej plycie napisac? da Wam cos jesli wspomne, ze najwiekszy przeboj stad to ultrapozytywny „Chuck E’s in love”? ze duzo jest tu akustycznego grania, ale tez i np bigbandowej jazdy („Danny’s All Star Joint”)? ze wokal Rickie to perla tego albumu, ktora potrafi byc zarowno popowo pocieszna („Chuck…”), rozdzierajaca serce (choc w granicach rozsadku – „The Last Chance Texaco”), jak i lolitkowo rozerotyzowana („Danny…”)? przeciez znam Was, i tak nie siegniecie po ten album, wiec nie wiem po co sie rozpisuje. choc dzis zauwazylem, ze jestem cytowany na Wikipedii. w sumie lekki szok, choc mily. mala rzecz, a jednak jakos tam cieszy i nadaje dodatkowego sensu temu memu bazgraniu.
najlepszy moment: CHUCK E’S IN LOVE
ocena: 7,5/10