Harry Connick, Jr. – 20
rok wydania: 1989
wydawca: CBS
co za z dupy dzien. najpierw oblany w najchujowszy z mozliwych sposobow egzamin na prawo jazdy (jesli egzaminator pyta Cie, czy na pewno jestes gotowy/a do jazdy – wiedz, ze cos sie dzieje), godzine temu zas swiat obiegl nius o rozpadzie R.E.M. (moze i grali ostatnio kiche, ale jednak – cos wielkiego sie skonczylo). moze jakis dzezik na skolatane nerwy?
w sumie bardzo fajnie ze postac Harry’ego Connick Jr’a sie tu pojawia wlasnie w takim momencie. wczoraj rozkminialismy zagadnienie transferow personalnych miedzy wspolczesnymi swiatami muzyki i filmu, czego nasz dzisiejszy bohater jest bardzo dobrym przykladem. i na wskros intrygujacych – owszem, moze i nastukal sporo filmow rownie milusich co jego muzyka, ale ma tez na koncie tytulowa role w „Psychopacie”, moim prywatnym zdaniem jedna z najbardziej przerazajacych w historii kina. i nie ukrywam, sluchajac jego plyt wciaz mam w pamieci obrazki z tego filmu, kiedy to np bezlitosnie podrzyna gardlo policjantowi. dziwny dysonans.
no ale ok, skupmy sie na muzyce. Connick mial rozne skoki w bok (funkowe plyty z lat 90tych), ale glownym kursem zawsze jednak byl oldskulowy swing/vocal jazz. i juz na debiutanckim „20” (tytul nieprzypadkowy – w momencie nagrywania plyt mial dokladnie tyle lat) wyklada w ciagu 11 numerow swoj pomysl na muzyke. niezbyt oryginalny, ale jak cudnie wykonany. choc blizej temu zdecydowanie eay-listening szufladce zajmowanej przez Diane Krall niz poszukiwaniom Chicka Corei. tu takze, podobnie jak u Kanadyjki, opieramy sie na cudzesach, choc to fortepian, nie wokal, odgrywa glowna role. ten drugi pojawia sie nieregularnie, a szkoda – jest w glosie Connicka maxymalna retro-stylowa, ale tez i lekki ogien, jakby zdradzajacy, ze nie taki grzecznow znow chlopiec z tego Harry’ego.
zatem jest na wskros przyjemnie, czasem naprawde slicznie („If I Only Had A Brain”), choc tylko momentami naprawde intrygujaco – i nieprzypadkowo sa to momenty z goscinnymi udzialami. odnotujmy – razem ze wspomnianym tu wczoraj Dr Johnem panowie skladaja w „Do You Know What It Means To Miss New Orleans” hold swym rodzinnym stronom, „Please Don’t Talk About Me When I’m Gone” to wokalne show Carmen McRae, natomiast zamykajacy calosc „Do Nothing Till You Hear From Me” wreszcie wpuszcza obca energie instrumentalna do kompozycji w postacii kontrabasu.
naprawde warte zapoznania sie, choc wyczuleni na tzw muzyke tla raczej niewiele znajda tu dla siebie.
najlepszy moment: IF I ONLY HAD A BRAIN
ocena: 7,5/10