Rickie Lee Jones – Pop Pop
wydawca: Geffen
tymczasowo konczymy przygode z Rickie L.J. niekoniecznie happy endem.
kiedys wspominalismy o tym, ze lata 90te nie byly specjalnie zyczliwe dla songwriterskich bohaterow poprzednich dekad. Lee Jones niestety nie jest wyjatkiem – „Pop pop” to totalna klapa komercyjna. inna sprawa, ze sama temu jest troche winna.
niewatpliwie nalezy docenic za poszukiwania. o ile poprzednie plyty, choc wygladaly w roznych stylistycznych kierunkach, zawsze jednak trzymaly sie tego jazz/pop/rockowego sedna (ewentualnie roznicujac proporcje wplywow tych trzech gatunkow), tak „Pop pop” to juz jazzowy odlot na calego, nijak majacy sie wlasciwie do poprzednich dokonan.
co wiec tu mamy? podstawa aranzacji tych 12 kompozycji jest gitara akustyczna z kontrabasem (na tym drugim m.in. sam Charlie Haden). i na tym sie opiera poczatek albumu, ktory jesli bylby filmem, to kusiloby by wyjsc z seansu juz w trakcie ich trwania. takie to nudne cholerstwo. plyte wylaczyc wprawdzie jest jeszcze latwiej, ale mam taka glupia zasade, ze wytrzymam do konca trwania dziela czy to muzycznego czy filmowego, chocby katusze byly nie do zniesienia. na szczescie „Pop Pop” nabiera wigoru przy czwartym kawalku, jakim jest interpretacja „Up From The Skies” Hendrixa (cala plyta to covery, glownie z amerykanskiego songbooka). pojawiaja sie urozmaicenia instrumentalne, nawet czasem dosc spore (w „Dat Dere” caly czas przewijaja sie jakies dzieciece odglosy i sax sp Joe Hendersona, a w „Love Junkyard” akompaniament jest czyniony m.in. za pomoca… smieci), choc o rytmie mozna wlasciwie zapomniec, pojawia sie rzadziej niz sporadycznie. stylowe to na maxa, fakt, ale co tu duzo mowic – tez malo porywajace. co gorsza, o ile wokal w wysokich rejestrach przypomina kto zacz, tak o zwiewnosc znana z przebojow plyt minionych zupelnie wyparowala.
zawsze to bede okreslal – poszukiwania, eksperymenty to dla mnie istota Sztuki, rowniez tak niezbyt wysokiej jaka jest muzyka rozrywkowa. ale to nie znaczy, ze bede zadowalal sie kazdym efektem takich dzialan. sorry Rickie, nie tym razem.
najlepszy moment: I WON’T GROW UP
ocena: 6,5/10
