rageman.pl
Muzyka

Revelation Of Doom – Shemhamforash

rok wydania: 2007

wydawca: Pagan

 

chce się krzyknąc: O Mój Boże! ale zwazywszy na to, o czym bedziemy dzis mowic, moze nie do konca wypada.

wczoraj mowilismy o fajnym i niefajnym extremalnym metalu. dzis bedzie o tym niefajnym. teoretycznie niefajnym.

teoretycznie moznaby wykrecic z tej plyty totalna beke. spojrzcie tylko na okladke. dodam, ze plyte dodatkowo pokrywa tekturka, na ktorej widnieje, a jakze, pentagram. w srodku ksiazeczka. czterech muzykow ktorzy przedstawiaja sie miedzy innymi tak:

Kaos – (funkcja w zespole) Antichrist Six-String Goat Vomits

Analripper – Infernal Anal Fistfucking

to moze jeszcze tytuly piosenek: From Metal To Hell, Phalluscipher The Godcrusher, Darkness Shall Be

mozna tak na powaznie?

niektore zespoly pokazuja ze mozna. wiecie, klipy w lasach, malunki na ryjach i takie tam. revelation of doom ryjow (przynajmniej tak wnioskuje z ksiazeczki) nie maluje, ale nie tylko to swiadczy o tym, ze maja dystans do tego co tworza. no bo EJ, te teksty nazwy i wizerunek jest tak przerysowany ze nie moze byc na powaznie. i za to maja niewatpliwy plus.

zreszta ten dystans jest slyszalny tez w muzyce. zadnych kurwa klawiszy ktore maja usepnic nastroj. napierdalanka death-black metalowa, wszechobecne blasty, czasem thrashowe tempa. klimat smierdzacego garazu, wyjebane w jakosc nagrania (choc bez przesady – da sie sluchac). wokalista jadacy bezlitosnie z tematem. growl, skrzek, charkot, flegma, wszystko to co obowiazkowe w tym gatunku. oldschoolowa poezja. a calosc zamyka outro z crowleyem i hail satanem w roli glownej.brakuje tylko, aby plyta wydzielala zapach siarki.

mam problem z ocenieniem tego wydawnictwa. dawno nie slyszalem tak przeuroczego rozpierdolu. revelation of doom uderza dokladnie tam, gdzie boli najbardziej i robi to z beszczelnym usmiechem na gebie. jest pomysl w tej muzyce. nawet jesli nie lykam ideologicznego przekazu, to doceniam fakt, ze wizerunek jest tak zajebiscie dopracowany (zwlaszcza ze potraktowany z przymruzeniem oka). odswiezajacy powiew oldschoolu. tylko ze… no ja juz teraz wiem, ze nie bede do tej plyty wracal z przyjemnoscia. moze jesli najdzie mnie znow ochota na cos bezkompromisowego, to spoko. ale zeby zawiesic ucho na konkretnych kompozycjach, pozachwycac sie technika, wejsc w klimat – to wszystko nie ten adres. ciezko to nawet traktowac jako wizytowke zachecajaca do wybrania sie na koncert, bo akurat szatanmetalowe gigi to nie jest cos, co rejdzmeny lubia najbardziej. doceniam to co RoD robi i mysle ze dzieki tej plycie mozna ich  zaliczyc do polskiej extraklasy extremy. ale ja zwyczajnie wole dzis posluchac „toxic” britney spears. bo melodie to jednak podstawa.

 

najlepszy moment: THE GOAT WHORE

no to jest ewidentnie zajebiste. i nie tylko ze wzgledu na tytul. tempo jak u motorheada, cos na ksztalt refrenu. no a przede wszystkim tekst. „show me your tits, show me your breast, spread wide your legs, open your mouth”. nie wiedzialem ze szatan jest kobieta?

ocena: 6/10

Leave a Reply