rageman.pl
Muzyka

Ramones – Rocket To Russia

rok wydania: 1977 (reedycja: 2001)

wydawca: Rhino

 

Wczoraj nie było notki, więc nadrabiamy zaległości i drugi raz tej niedzieli podchodzimy do tematu Ramones.

Jeśli nagrywa się wypełnioną max 3minutowymi kawałkami płytę przez niecały tydzień za przysłowiowe grosze, to trudno się dziwić że ochota na wejście do studia dopada dość często. Ramonesi swój trzeci album wydali zaledwie rok po debiucie. W ’77 opublikowali dwa albumy: „Leave Home” zajmiemy się kiedy indziej, dziś pomówimy o znacznie bardziej godnym zapamiętania „Rocket To Russia”.

Kurczę, może nawet bardziej niż debiut? Wiadomo, „Ramones” to rzecz o znaczeniu historycznym, przepełniona klasycznymi piosenkami. Ale… na „RTR” te piosenki są jeszcze lepsze! I chyba nawet bardziej różnorodne. Weźmy taki „Here Today, Gone Tomorrow” – toć to najprawdziwsza rockowa ballada, z gitarą akustyczną w roli głównej. Piosenka nie do pomyślenia jeszcze rok temu, przy której „I Wanna Be Your Boyfriend” to hardcore totalny. Hmmm… The Beatles?

Ale lećmy dalej. „Rockaway Beach”. Niby trademarkowy sound, ale ten śpiew Joey’a jakiś weselszy. A ten refren, ten „sylabiczny zaśpiew”, przecież ktoś inny już to opatentował… No tak. Pisaliśmy już przy debiucie o wpływie Beach Boys, ale tu już inkorporacja tej melodyki sięgnęła Absolutu. Z podobnej szkoły jest zresztą „Locket Love”.

Jak już jednak wspomnieliśmy – różnorodnością album stoi. Dlatego mamy też znacznie ostrzejsze w wymowie „I Don’t Care” czy „We’re A Happy Family”. Zwraca uwagę szczególnie ten drugi, z dwóch powodów. Primo – ciekawa jest wyprana z emocji interpretacja wokalna Joey’a, zupełnie do niego niepodobna. Dowód na to, że można być świetnym wokalistą nie mając wybitnego głosu (i odwrotnie). Secundo – piosenkę całkiem sprytnie kończą sample „rodzinne”, pokazujące, że pomimo ponownego nagrywania na setke jednak wykorzystali możliwości obróbki studyjnej.

Co jeszcze? Hity, rzecz jasna! „Sheena Is A Punk Rocker”, „Teenage Lobotomy” czy „Ramona” uświadamiają, gdzie swoje korzenie ma kalifornijski punk. Jakby hiciarskiego potencjału było mało, dorzucono jeszcze kapitalną przeróbkę „Do You Wanna Dance?”. Co ciekawe, z ewidentnie popowego „Surfin Bird” The Trashmen zrobiono stricte punkową petardę.

A skoro jesteśmy przy coverach. Prześliczna jest przeróbka „Needles & Pins” (autorstwa Sonny Bono), z Joey’em w roli amanta. Wspominałem, że koleś był bossem? W ogóle to tym razem bonusy w ramach reedycji są zdecydowanie ciekawsze niż przy debiucie. Wyróżniłbym też „Slug” w wersji demo – zupełnie nie mam pojęcia, dlaczego nie znalazł miejsca na ostatecznej wersji płyty.

No cóż, jest to trochę inne, pogodniejsze oblicze niż na debiucie (który smutnym przecież nie był). Co widać chociażby po tytułach – tam było jedno wielkie „I don’t wanna…”, tu mamy nie tylko „wanna”, ale co więcej – „wanna dance” i „wanna be well”. I chyba jednak ten przekaz bardziej mi pasuje.

 

najlepszy moment: DO YOU WANNA DANCE?

ocena: 9,5/10

Leave a Reply