rageman.pl
Muzyka

Rage Against The Machine – Rage Against The Machine (video)

rok wydania: 1997 (reedycja: 2000)

wydawca: Sony

 

znow bedzie o Rejdzusiach. tym razem lizniemy temat od strony wizualnej.

najpierw, tj. w ’97, byla kaseta VHS (gosh, ilez ja czasu poswiecilem by znalezc to w jakims polskim sklepie, eh), w 2000 pojawila sie reedycja na dvd. wydawnictwo, ktore spokojnie mozna traktowac jako kompendium wiedzy o zespole. no, przynajmniej o jego wczesnym okresie funkcjonowania. gdyz na material tu zawarty skladaja sie piosenki z debiutu i „Evil Empire” (fakt, ze zreedytowana wersje wydano w momencie, gdy chlopaki mieli na koncie az dwa albumy wiecej, nie wplynal w ogole na jej zawartosc). material, czyli klipy live i tzw didełokipy.

zajmijmy sie tym pierwszym. w przeciwienstwie do wydanych w pozniejszym czasie dwoch dvd morello i spolki, tutaj mamy do czynienia ze sklejka. rozne miejsca, rozne sklady. zaczyna sie jak u hitchcocka – ratm serwuja wlasna wersje springsteen’owego „The Ghost Of Tom Joad”. juz studyjna wersja sieje poplach w mozgu i krwiobiegu, ale wersja koncertowqa to juz rzez totalna. na dwojnasob, ze tak powiem. bo z jednej strony – ma cos ta ich wersja z „Bullet The Blue Sky” U2. atmosferycznosc, epickosc, uczucie niepokoju. tym potezniej sie rozprzestrzeniajace, im wiecej osob stoi pod scena. brak tylko czarnych chmur, wiatru w twarz i zacka z opaska na oczach. ale chodzi tez o to, ze panowie wlozyli w ten wykon tyle samo wscieklosci, co w swe wlasne, bardziej bezposrednie kawalki. reasumujac – i tu potwierdzaja, ze energia wytwarzana na scenie mogliby zasilic kolekcje calkiem sporych rozmiarow elektrownii. pod tym wzgledem poczatek lat 90tych nalezal do nich

lecimy dalej. z koncertu z ’97 roku, obok „The Ghost…” pochodzi takze zaprezentowany tutaj „Vietnow”. cofamy sie teraz rok wczesniej. slynny germanski festiwal Rock Am Ring. 4 utwory, a wlasciwie 3,5. najpierw dwa single z wydanej w tym samym roku „Evil Empire” – „People Of The Sun” i „Bullet In The Head”. impreze jednak wygrywa evergreen z debiutu. „Bullet In The Head”. zreszta, czy kawalek z takim zakonczeniem moglby przemknac niezauwazonym? nie moglby. ow wspomniana polowka to rarytasowy „Zapata’s Blood”. nie wiedziec czemu w pewnym momencie brutalnie przerwany.

zostajemy w ’96. znow europa, znow festiwal, ale tym razem Reading. leca dalej debiutem – „Know Your Enemy” (oj, brakuje maynardzika) i „Bombtrack”. ale tym razem, dla odmiany, wyroznilbym wykonanie nagrodzonego grammy „Tire Me” z drugiej plyty. miazdzace wykonanie to jedno. ale ogarnijcie wyraz twarzy Zacka przy wypluwaniu slow „We’re already dead”. cos a’la „wy tu gibacie sie jak pierdolone rezusy pod scena, a my naprawde wszyscy nie zyjemy”. 10/10.

no i cos prehistorycznego wrecz. ’94, Pink Pop Festival. jakosc obrazu paskudna, ale niewazne. najpierw na scenie z pogadanka antycenzorska pojawia sie zalozycielka Parents For Rock And Rap, a w wolnych chwilach takze matka gitarzysty Rage Against The Machine. ktorych zapowiada jako „best band in fucking universe”. mocne slowa jak na mocno posiwala 70latke z biala koszuleczka wlozona w spodnie. sam najlepszy zespol w pierdolonym wszechswiecie serwuje „Killing In The Name” oraz nieodnotowany w spisie tresci „Freedom”. i ten drugi to kolejny wielki moment tego wydawnictwa. tu wszystko miazdzy – bossostwo wykonawcze morello, bassowe parady Commeforda, parujace plecy perkusisty (+ bonusowo przyczajony z anim koles skrecajacy blanta). no i de la rocha, zwijajacy sie pod koniec piosenki jak śp morrison na pelnej fazie.

w drugiej czesci 80minutowego materialu mozna przylukac rozwoj sztuki rejdzowego teledysku. „Killing In The Name” to koncertowka. „Bullet In The Head” tez. tyle ze z ta roznica, ze dzwiek koresponduje z tym co widzimy, bez posilkowania sie sciezka z plyty studyjnej. „Freedom” to juz polaczenie live act’u z wstawkami fabularnymi, dotyczacymi nieslusznie wiezionego od ponad 30 lat Leonardia Peltiera. przez cala dlugosc na ekranie w postaci paska informacyjnego przewijaja sie fakty dotyczace sprawy, a calosc konczy sugestywny napis „Justice Has Not Been Done”. „Bulls On Parade” to znow koncept koncert+fabula, tyle ze tym razem w diametralnie innej, czarno-bialej glownie i mocno przymulajacej estetyce. po tym ogladamy cos, co nazwany „Memory Of The Dead (Land And Liberty)”. z glosnikow slyszymy samego Zacka recytujacego, jak zwykle, mocno zaangazowany wiersz, a na ekranie ogladamy rozne przyklady na to, jak mozna znecac sie nad latynosami. te same zreszta obrazki wykorzystano w zamykajacym calosc klipie do „People of tha sun”, ktory w nieocenzurowanej wersji ma premiere wlasnie na tym video.

dodatki? wczesna wersja studyjna „The Ghost Of Tom Joad”, wybor dzwieku, linki do wirtyn netowych organizacji i tym podobnych instytucji walczacych o lepsze jutro. oraz cos, co moznaby nazwac spisem ksiazek kazdego szanujacego sie buntownika. niby spoko, ale z dzisiejszej perspektywy uwazam, ze uwzglednienie dziela che guevary jest dyskwalifikujace dla calosci.

niemniej rzecz, ze tak powiem, nie do wyjebania. a-must-have.

 

najlepszy moment: FREEDOM

ocena: 8,5/10

Leave a Reply