AudioFeels – Uncovered
wydawca: Penguin
okej, znow o czyms calkiem swiezutkim.
nie ogladam „Mam Talent”. co nie znaczy, ze mam cos przeciwko funkcjonowaniu tego typu programu. dlatego z nazwa AudioFeels, ktorzy zrobili furore w tvn’owym show, zapoznalem sie dopiero dzieki tej plycie.
juz zdazylem zauwazyc, ze tzw powazni krytycy muzyczni muzyczni nie zostawiaja suchej nitki, nawet nie tyle na „Uncovered” co samych AudioFeelach. bo Pop, bo Tvn, bo po polsce chodza bardziej utalentowane zespoly tego typu. to ostatnie moze miec nawet w sobie sporo prawdy, tylko co z tego? co zlego w tym, ze to oni akurat wpadli na pomysl, by wykorzystac szanse szerszego zaistnienia, jaka daje „Mam Talent”? o tyle „Mam talent” cenie sobie bardziej niz takiego „Idola”, bo w przypadku tego pierwszego naprawde trzeba miec pomysl na swoja tworczosc (dlatego nie rozumiem tez, dlaczego do udzialu w „MT” dopuszcza sie „zwyklych” wokalistow, ale mniejsza z tym).
a AudioFeels ten pomysl na siebie maja. nie zeby ultraoryginalny, ale tego typu grupy wokalne w Polsce to wciaz znikomo zagoospodarowana nisza. maja tez chlopaki pomysly na aranzacje wykonywanych utworow. to, jak przetransferowano instrumentarum piosenek tak roznych wykonawcow (m.in. Metallica, Quincy Jones, Gnarls Barkley, Sting, Simon & Garfunkel) to jest kapitalna sprawa. pelen szacun. zreszta, selekcje utworow tez mozna przypisac na plus. niby przeboje, ale wcale nie takie oczywiste. mogliby siegnac po Madonne czy innego Feela, a chlopaki wola „Sounds of silence”. jestem na tak.
natomiast kwestia problematyczna pozostaje interpretacja linii wokalnych oryginalnych piosenek. wystarczy popatrzyc na fotki kolesi by dostrzec, ze to ewidentni POPiarze. i okej. tyle ze o ile w tanecznych utworach typu „Ai No Corrida” czy „Tragedy” (genialna podroba falsetu braci Gibb) wypadaja bez zarzutu, tak np Metallikowe „Nothing Else Matters” traci herezja. okej, to ballada, ale nawet w tak najblizszym listom przebojom utworze slychac bylo w glosie Hetfielda rockowego zadziora. zreszta, wyobrazcie sobie lidera Jamiroquai’a wykonujacego ten utwor. srednio idzie, co nie? a juz np wykonanie takiego „Hero” z soundtracku do „Spidermana” traci parodia, na dodatek zapewne niezamierzona (inna sprawa, ze oryginal tez trudno uznac za specjalnie powazny utwor). z kolei w „Shape Of My Heart” brakuje troche liryzmu oryginalu. z drugiej strony – cale szczescie, ze „Otherside” Red Hotow udalo sie nie spieprzyc. i chwala im za to.
hajlajt? czysto subiektywnie – „Otherside”, gdyz to numer ktory rozlozylby mnie na lopatki nawet wykonany paznokciami po tablicy. jesli zas chodzi o cala plyte… ciezka sprawa. z jednej strony – slucha sie tego naprawde zajebiscie. no i jest to wciaz cos nowego w kontekscie polskiego rynku muzycznego. z drugiej strony – to tylko covery. na dodatek wcale nie az tak perfekcyjnie wykonane (mowie znow o, ekhm, wokalach glownych). wiec chyba jednak trza to traktowac jako ciekawostke, jednorazowa akcje. bo na nastepnych plytach moze znow sie okazac, jak np w przypadku Apocalyptiki, ze artysci w interpretowaniu numerow innych sa srednimi rzemieslnikami, jesli chodzi o stworzenie czegos wlasnego.
najlepszy moment: OTHERSIDE
ocena: 7/10
