Public Enemy – Greatest Misses
rok wydania: 1992
wydawca: Def Jam
czas znow wreszcie na rapsy, yo.
a jak rapsy, to te najlepsze. teoretycznie. bo o zajebistosci Public Enemy juz tu pisalismy przy okazji „Fear Of The Black Planet”. natomiast plytka ktora dzis omawiamy to kolekcja bisajdow, czyli wydawnictwo z natury rzeczy gorsza od oficjalnych krazkow. i to niestety slychac.
calosc sklada sie z 6 premierowych utworow, 6 remixow i jednej koncertowki. i niestety te swieze trakci wcale az tak nie zawyzaja poziomu calosci. oczywiscie nawijkowo to wciaz masakra nie bioraca jencow – Chuck D ponizej pewnego (=zajebistego) poziomu nie schodzi. ale podklady zaczynaja nudzic, nie intryguja wlasciwie niczym specjalnym. mozliwe ze to tu mozemy zaobserwowac poczatek konca PE, jakim jest granie zespolu nawet nie w drugiej lidze rapu, co okregowce jakiejs (smutno czytac newsy, ze chlopaki maja problem z nagraniem nowego LP, poniewaz fani wciaz niewystarczjaaco wspomogli budzet przeznaczony na plyte…). wyroznilbym z tych 6 piosenek „Gett Off My Back”, bo raz ze to jedyny fragment gdzie majka na wylacznosc przejmuje Flava, dwa ze tylko w tym przypadku mozna mowic o pewnych znamionach przebojowosci.
remixy? pelen oldskul, popelniony m.in. przez Jam Master Jay’a czy Sir Jinx’a. ale szalenstwa tez nie ma, tak doslownie (stylistycznie remixy dosc „poprawne”) jak i w przenosni, jakosciowo. powiedzmy ze „Who Stole The Soul?” troche pozytywnie zyskal na agresywnosci.
no i koncertowa wersja „Shut’em Down”, wyjatkowo podla jesli chodzi o jakosc rejestracji, wiec ciezko cokolwiek powiedziec sensownego na temat.
rzecz ewidentnie dla zatwardzialych fanow.
najlepszy moment: GETT OFF MY BACK
ocena: 7/10