Andy – 11 Piosenek
wydawca: Universal
o, wreszcie cos po polsku. i do tego tworzonego przez kobietki!
Andy to w polskiej branzy muzycznej ewenement, nie tylko ze wzgledu na plec muzykantek go tworzacych. musialo minac rowne 8 lat i dwie demowki, by panie wydaly wreszcie oficjalny, pelnowymiarowy debiut. ok, to nie musi byc takie dziwne. tyle ze po pierwsze – panie nie graja obrazoburczego grindcore’u, a piosenki z poprockowym, czyli radiowym potencjalem. dwa – nie spedzily prawie calej dekady wylacznie cwiczac sie w garazowej probowni i dosyc ostro lansowaly sie w mediach, co w poniektorych kregach stalo sie zrodlem lekkich kpin, tekstow o kregu wzajemnej adoracji, ukladach itepe itede. nie chce nic bezczelnie sugerowac, ale moze i ten lans medialny jednak na cos sie przydal – sluchajac wydanej pod koniec 2009 debiutanckiej plyty na pewno skojarzymy piosenke „Mnie Juz Nigdy” z muzycznym motywem przewodnim popularnego TVNowego „Sniadania Mistrzow”, prowadzonego przez Marcina Mellera – prywatnie meza liderki Andy.
ok, chyba jednak cos zasugerowalem. to postaram sie od razu zrehabilitowac – ta plyta jest naprawde spoko. mozna sie natknac na opinie, ze troche spozniona – wiecej jednak slychac w niej britpopu i ogolnie lat 90tych anizeli indie rocka minionej dekady. no tak, tyle ze w 2001, kiedy pani Dziewit i spolka zaczynaly tak grac, Oasis juz wtedy nie byl top trendy zespolem, a Myslovitz uchodzil juz za zespol-instytucje, a nie powiew swiezosci na polskim rynku. wiec Andy zawsze byly raczej na bakier z nowinkami muzycznymi.
i dobrze. z dzisiejszej perspektywy takie retro mniej odrzuca niz jeszcze bardziej przeterminowane, choc jeszcze nie tak dawno swiatowo brzmiace Vixo czy inne Out Of Tune’y. zwlaszcza ze cala reszta sie zgadza – instrumentalnie, choc wciaz szalu nie ma, to nie ma takiej zenady, o ktorej niemalze legendy krazyly. tak tez kompozycyjnie: dosc powiedziec, ze do pewnego stopnia oslawiony „Nic z tego nie bedzie”, brzmiacy jak The Strokes kowerujacy „Lust For Life” Iggy Popa, jest jednym z naslabszych kawalkow na plycie.
choc na pewno ostatni aspekt sporo zawdziecza pieczy Mariusza Szypury (Silver Rocket, Happy Pills). nie tylko producenckiej – wszelkie smaczki typu gitarowe nojsy w „737”, tamburyn czy smyki w „Funeral Blues” i slicznej balladce „Mocno Trzymam Cie Za Reke (London Calling)” to wlasnie jego zasluga (swe trzy grosze do plyty dolozyl takze Marcin Macuk). ale przesada byloby powiedziec ze kradnie on show, bo to co zapada w ucho przy odsluchu to przede wszystkim melodie. te zywsze, radiowe („Fajki i Alkohol”, wspomniane „Mnie juz Nigdy”, „13 pietro”), jak i przede wszystkim te z kategorii lirycznych („Mocno…”, swietne „Zlote Rybki” z dramatycznym finalem). a w wymiatajacym instrumentalnym finale „737”, poza wspomnianymi noisami Szypury jest przeciez takze cala reszta odgrywana przez panie.
moze i jestem chamem, ale nigdy nie czulem klimatu taryfy ulgowej ze wzgledu na wiek czy tym bardziej plec. kolezanki z Andy daly tu calkiem solidne 11 argumentow na to, ze czuja dokladnie tak samo.
najlepszy moment: MOCNO TRZYMAM CIE ZA REKE (LONDON CALLING)
ocena: 7/10
