Big K.R.I.T. – Return Of 4Eva
rok wydania: 2011
wydawca: DIY
wracamy do rapu najprawdziwszego, robionego dla czystej zajawki, nieobciazonego wymogami wytworni i nie podlegajacego paranoi praw autorskich. rap z mixtejpow. nie raz i nie dwa psioczylem na dzisiejszy mainstreamowy rap jako zupelnie oderwany od rzeczywistosci, plastikowy i nierzadko zwyczajnie wiesniacko prostacki. oczywiscie i tutaj sa wyjatki od reguly i dla tych wyjatkow warto trzymac reke na pulsie tego gatunku.
Big KRIT to nie tak zupelnie nowa sila na scenie hiphopowej, bo pierwszego nielegala wypuscil juz w ’05, jednak wciaz niedostatecznie wiele osob ma swiadomosc istnienia kolezki. na dodatek wciaz nie doczekal sie oficjalnego debiutu. pytanie czy takowy mu potrzebny skoro ma „Return Of 4eva”. niby tez mixtape, ale podklady zupelnie wlasnorecznie sklecone. no i co najwazniejsze – ten mixtape jest juz teraz ma zarezerwowane miejsce na koncoworocznych listach najlepszych rap albumow. rowniez tych, ktore widac na sklepowych polkach.
chlopak reprezentuje poludnie i juz teraz mowi sie o nim jako nastepcy Outkasta (niby takowy oficjalnie nie jest jeszcze potrzebny, ale znajac losy tego duetu lepiej sie zabezpieczyc). i slusznie. „Stankonia” to moze jeszcze nie jest, ale herezji nie byloby w postawieniu „RO4” obok na polce. to genialnie zespojone, na granicy koncept albumu (mnostwo filmowych sampli, pewna dramaturgia calosci), 70 minut muzyki, 21 minutowy kolos, ktorego rozmach musi budzic szacunek, nawet jesli leciutka selekcja uczynilaby album jeszcze bardziej zabojczym. szacunek, ale przede wszystkim radocha, bo to genialnie schillowane, mieciutkie jak kaczuszka, posilkujace sie soul-funk-arenbi-jazzowymi samplami granie. co nie znaczy, ze pozbawione zaskoczen – „Amtrak” ma posmak eksperymentu, a i sporo tu fragmentow zblizajacych KRIT’a bardziej do truskulu niz Outkastu.
na plus poczytac mozna tez to, ze jak na tak zdecydowane wejscie do rap gry malo tu gosci, co tylko potwierdza, ze chlopak jest niesamowicie swiadomy tego, dokad zmierza (a zmierza to scislej ekstraklasy rapu, nie ma innej mozliwosci). i nie sa to raczej wielkie nazwiska (chamillionaire, david banner, big sant), a i same ich zwrotki goscinne (moze poza tym pierwszym) niczym specjalnym uwagi nie zwracaja. ludacrisa w ostatnim „country shit” mozna w tym kontekscie pominac, bo to remix dolozony jako bonus (skadinad swietny). i moze jesli jako raper KRIT nie ma takiej charyzmy jak big boi czy andre, to i tak werdykt moze byc jeden – ten 25latek zalicza tu wejscie smoka i jesli lubicie obserwowac wschodzace gwiazdy, to wpisujcie jego ksywe regularnie w google.
najlepszy moment: RISE AND SHINE
ocena: 8/10