rageman.pl
Film

Projekt: Monster

rok: 2008

reżyseria: Matt Reeves

 

niezle cacko.

chcielismy isc do kina na cos co nie bedzie wymagalo specjalnego wysilku intelektualnego. ot, poltorej godziny odmozdzenia. i moze i rzeczywiscie po wyjsciu z kina nie stalem sie madrzejszy o fragmenty wiedzy europejskich intelektualistow kina, ale bardziej wyluzowany tez nie wyszedlem. zdecydowanie nie.

a przeciez moze nie tyle wszystko przemawialo na niekorzysc tego filmu, ale to co mialo byc wabikami do kina, wcale na mnie wrazenia nie robilo. bo po pierwsze: pomysl na film pt „amatorska kamera” to jest czysta zrzyna z „Blair Witch Project”. po drugie – osoba producenta w postaci tworcy „Lost” tez dla mnie nie robi wrazenia. gdyz wciaz pozostaje jedna z nielicznych osob na planecie, ktora nie oglada tego serialu i ogladac nie zamierza.

a mimo to film mi totalnie wymietosil banie.

scenariusz? glowny bohater wyjezdza do pracy do japonii. jego przyjaciele postanawiaja zrobic mu niespodzianke w postaci pozegnalnej imprezy. widzimy jak brat glownego bohatera biega z kamera po mieszkaniu Roba (tak sie pan karierowicz nazywa), krecac przygotowania. potem oddaje kamere przyjacielowi Roba, Hudowi. i z perspektywy tego pana bedziemy sledzic reszte akcji filmu. impreza w pelni rozwiieta, w koncu pojawia sie pan gospodarz, zaskok wielki i w ogole. popjawia sie tez jego przyjaciolka, ktora tak naprawde go kocha (i z wzajemnoscia). pojawia sie jednak z fagasem. rozkminy imprezowe, procent uderzony na bani, widzimy dyskusje w kiblach, zamulajacych ludzi itepe. siedzimy na strychu z kamerzysta, glownym bohaterem i jego bratem. toczy sie dyskusja o ciezkiej sytuacji sercowej pana roba, gdy nagle BUM. „what was that?”. wszyscy na strych. a tu mega wielki wybuch na manhattanie. kule ognia atakuja wszystko dookola. wielka panika, pan kamerzysta kreci wszystko, caly czas slyszymy jakies „oh my god, oh my god”. wszyscy na ulice. budynek sie zawala. reminiscencje z 9/11, naprawde wyglada to bardzo podobnie. ciekawe jak nowojorczycy ten film odbieraja. nagle okazuje sie, ze to KTOS niz COS dokonuje tych monstrualnych zniszczen. i to cos wyglada bardzo przerazajaco.

science fiction? powtorka z godzilli? teoretycznie tak. a praktycznie to jeden z najlepszych monster movie jakie widzialem. i nie wystarczylo nakrecic wszystko amatorska kamera (zreszta chyba wiadomo, ze tak na dobra sprawe to ten film w zyciu amatorskiej kamery nie widzial, wszak to hollywood). „brair witch project” odkryl patent z amatorska kamera (przynajmniej dla masowego odbiorcy). ale to w P:M zostal on doprowadzony do perfekcji. poltorej godziny w napieciu, zero spogladania na zegarek. i nawet jesli film byl obliczony na sukces finansowy (ktory udalo sie odniesc), to zostal ten sukces osiagniety szczerze. nie ma podlizywania sie amerykanskiemu widzowi. nie ma wyjasniania kto jak i dlaczego. spisek czy nie spisek. wiemy tyle co uczestnicy wydarzen. czyli absolutnie nic. wiemy ze trzeba sie ratowac.

ciezko wystawic temu filmowi jakas konkretna ocene. nazywac ten film arcydzielem to bylaby przesada. ale fakt jest taki, ze jest to film na swoj sposob rewolucyjny. nawet jesli jest to tak na dobra sprawe wysadzanie otwartych drzwi. tyle ze jesli brair witch project je otworzyl, to P:M je totalnie zdewastowal, tak by kazdy mogl przez nie przejsc. zarzuty o nielogiczne postepowanie bohaterow w niektorych sytuacjach mnie smiesza. mozna sie czepiac ze aktorstwo nie stoi na mega wysokim poziomie, ale cos za cos. mamy do czynienia z niemal debiutantami, wiec twarze sa mocno nieopatrzone, przez co naprawde da sie jeszcze bardziej wczuc w historie.

dla mnie film, ktory trzeba obejrzec. nawet jesli nasze dzieci nie beda sie o nim uczyc z podrecznikow historii, to na pewno jest to wazny film.

 

najlepszy moment: POCZĄTEK FILMU „WŁAŚCIWEGO”

ocena: 7,5/10

Leave a Reply