Potty Umbrella – Forte Furioso
wydawca: Wet Music
Oto background historyczny. Otóż była kiedyś taka kapela, co się zwała Something Like Elvis. Kapitalne granie, hałaśliwe, intrygujące. Niezależne. Jak wiadomo, w Polsce muzyka niezależna to taka, na której nikomu nie zależy. Ciężko orzec, czy rozpad SLE wynikał z frustracji związanej z istnieniem na naszym rynku. Fakt jest taki, że możemy mówić o nich w czasie przeszłym, jako o jednej z najbardziej niedocenionych kapel w naszym kraju. W przyrodzie nic nie ginie, jak to już całkiem niedawno stwierdziliśmy, dlatego na gruzach SLE powstała nowa kapela. Potty Umbrella. A „Forte Furioso” to ich druga płyta.
„Forte Furioso”. Brzmi mocno, nieprawdaż? I rzeczywiście, tę furię słychać na tej płycie. Płycie, na której panowie zrezygnowali z wokali, dzięki czemu mogli w pełni odlecieć. Ktoś mądry powiedział, że Potty to kapela, która może przekonać jazzmanów do rocka, a rockmanów do jazzu. Uściśliłbym, bo taka teza przywołuje na myśl hasło jazzrock. A i może Potty Umbrella mają podobne myślenie o muzyce co King Crimson czy Krzak, ale efekt jest zgoła inny. A może by taki termin ukuć – jazzpunk? To, co na tej płycie słychać, to przede wszystkim punkowa butność, pewność siebie, zadziorność. Tylko że jednocześnie panowie, w odróżnieniu od punkowców, lubią pograć troszkę dłużej niż trzy minuty. I co najważniejsze – potrafią tyle grać. Słychać, że mamy do czynienia może nie tyle z wirtuozami, ale z kolesiami, którzy technikę mają w małym paluszku. I aranżacje, pełne duetów instrumentalnych, soloweczek (bez skojarzeń z gitarową onanizacją Satrianiego), kapitalnego wykorzystania elektroniki. Chciałoby się powiedzieć, że produkcję też mają w małym palcu, niestety akurat pomimo że nie jest źle, to mogło być o wiele lepiej.
Nie mogę się doczekać kontaktu live z tym zespołem. Było już parę okazji, m.in. ostatnio w Żaku. Przegapiłem, damn. Jedno z największych odkryć 2007 roku. Polecam.
najlepszy moment: WHY MAN STILL GO TO WARS?
ocena: 7/10

