rageman.pl
Muzyka

PJ Harvey & John Parish – A Woman A Man Walked By

rok wydania: 2009

wydawca: Island

 

PJ Harvey still on my mind.

wczoraj tak sobie pomarzylismy, jakby to bylo, gdyby PJ wydala plyte wspolnie z Thomem Yorke’m. na razie nawet perspektyw na takowa kolaboracje nie ma, zamiast tego cieszmy sie tym, co Harvey wyczynia na plytach napisancyh wspolnie z Johnem Parishem (ktorego i tak zreszta znamy z solowych plyt PJ). miniona dekade PJ zamknela druga plyta napisana i nagrana z tym panem, „A Woman A Man Walked By”.

no wlasnie – skoro ten pan udziela sie na plytach PJ, to czy jest sens wydawania plyty pod duetowym szyldem? jest. z paru conajmniej powodow. pierwszy to taki, ze Parish, choc mainstreamowemu swiatu zupelnie nieznany, a i w bardziej wtajemniczonych kregach nie tak popularny jak jego kolezanka, to jednak tez uznana marka, majaca na koncie wspolprace z Sparklehorse, Eels czy Tracy Chapman. po drugie – w przeciwienstwie do solowych plyt Harvey, tu ograniczyla sie ona wylacznie do spiewu i napisania tekstow. cala reszta – stworzenie muzyki, wykonanie, produkcja – to juz broszka Parisha.

no i trzeci, byc moze najwazniejszy powod – tak jak juz zauwazylismy, kazda plyta PJ to novum w jej dyskografii, conajmniej totalne zaskoczenie. „A Woman…” zaskakuje tym, ze… nic zaskakujacego w niej nie ma. oczywiscie, mozna uznac, ze w porownaniu z wydanym dwa lata wczesniej „White Chalk” jest to zwrot o 180 stopniu (no, chyba jednak zdecydowanie mniej), ale trudno powiedziec o jakimkolwiek dzwieku z tej plyty, by byl czyms zupelnie nowym w jej tworczosci.

inna sprawa, ze sluchajac tej plyty mozna odniesc wrazenie, ze zupelnie nie chodzilo o odkrywanie nowych ladow, redefiniowanie siebie itepe itede. o co wiec chodzilo? chyba po prostu o to, by nagrac Dobra, Poruszajaca Plyte. i to udalo sie w blisko stu procentach. co wiecej, cel zostaje osiagniety na sporo, przerozne sposoby. konkretnie – dzieciec, czyli tyle ile zawarto tu utworow. mamy openera, brzmiacego niemal grandzowo (powiedzmy ze blisko tu do Screaming Trees, skoro nazwa ta calkiem niedawno padla na tym blogu) „Black Hearted Love”. mamy oparty o bluesujaca gitare „Sixteen, Fifteen, Fourteen”. mamy „kwintesencyjny” dla PJ, nablizszy w klimacie plytom z Albinim utwor tytulowy. a tuz obok np „Passionless, pointless” z przesliczna aranzacja czy poruszajacy, minimalistyczny „The Soldier”. ten drugi przelamywany jest przez zainspirowany Baudelaire’m, meczaco niemalze jazgotliwy „Pigs Will Not”.

i chociaz Parish czyni tu jako instrumentalista genialna robote, to jednak trudno go na podstawie tej plyty uznac za wyrozniajacego sie songwritera. dlatego to co ostatecznie decyduje o swietnosci tych piosenek jest interpretacja wokalna PJ Harvey. smiem orzec, ze pod tym wzgledem „A Woman…” znajduje sie w scislej czolowce jej dyskografii. naprawde mialbym problem by wyroznic jakis utwor. liryczny jak jasna cholera „The Soldier”? utrzymany w podobnym tonie „Leaving California”? natchniony „The Chair”? tytulowy track z tym kapitalnie wysyczonym, przepelnionym agresja „I Want his fucking ass”? a moze „April” z PJ udajaca Yoko Ono?

swietna i piekielnie rowna plyta, nie wiedziec czemu pominieta w rankingach na 2009 rok. a przy okazji – chyba rzeczywiscie przelomowa jednak. bo jesli ktos poddawal w watpliwosc zajebistosc Pj Harvey jako wokalistki, to ta plyta powinna mu ostatecznie zamknac usta.

 

najlepszy moment: THE SOLDIER

ocena: 8/10

Leave a Reply