rageman.pl
Muzyka

Pitbull – Rebelution

rok wydania: 2009

wydawca: Mr.305

 

sylwester idzie, moze o czyms dla odmiany stricte wixiarskim pogadamy?

znacie Pitbulla? oczywiscie ze nie znacie. koles niby wydal czwarta plyte, ale zwrocil kto uwage na jego wczesniejsze dokonania poza ziomkami z miami? nie. aby zmienic ten smutny stan rzeczy, nasz glowny bohater podpisal papiery z majorsem, a inspiracji dla nowych piosenek zaczal szukac nie na swej dzielni, a az w europie.

wlaczacie czasem Eske badz, o zgrozo, mtv? zauwazyliscie ze 3/4 melodii tych piosenek skads znacie, choc nazwy ich wykonawcow wam nic nie mowia? odczuwacie lekki dysonans, kiedy ogladacie teoretycznie baunsiarski klip, ale dzwieki mu towarzyszace kojarza wam sie bardziej z remiza lub ze szkolnymi dyskotekami?

tak wlasnie wyglada Pop AD 2009. bierzemy sampel z jakiegos eurodance’owego hiciora (sampel? cala linie melodyczna w wiekszosci przypadkow), podbijamy go remizowym beatem, na to nakladamy rapowanki reprezentujacy poziom kazacy sie zastanowic, czy uzycie slowa rap nie jest juz przegieciem zaslugujacym na solidny autowpierdol.

bysmy sie zle nie zrozumieli: jak juz nieraz deklarowalem, uwiebiam pop. jestem psychofanem popu. w koncu fajnie czasem jest sie odmozdzyc, zwlaszcza w warunkach imprezowych. a poza tym naleze do tych poblogoslawioncyh sluchaczy Muzyki ktorzy przekonali sie, ze stworzenie Naprawde Fajnej Melodii jest o wiele wyzsza Sztuka niz alternatywkowe pitolenie, w ktorym ocena jakosci jest odwrotnie proporcjonalnie do jego przyswajalnosci. nie mowiac juz o tak zwanym Czadzie. dla wielbicieli czadu ratunku juz nie ma.

problem w tym, ze nawet oceniajac najnowsza plyte pana niby-rapera Pitbulla popowa miara, to jest dosyc slabo. nawet nie chodzi o to nieszczesne przerabianie cytatow z disco-hitow, choc sposob ich wykorzystania w tych obecnych przebojach to naprawde jechanie po najmniejszej linii oporu. problem w tym, ze poza tymi cytatami to w tych piosenkach nie ma prawie nic. nie no, naprawde – NIC. slucha sie takich zawodnikow jak Flo Rida czy Pitbull wlasnie i czlowiek teskni za czasami hegemonii The Neptunes czy Timbalanda z okolic „Loose” takiej jednej kanadyjki. czlowiek sluchal takich trackow jak „Maneater” czy „Hollaback girl” i, jesli zdazyl wypracowac w sobie wrazliwosc na chwytliwe-jednoczesnie-niebanalne dzwieki, to czul sie rozlozony zajebistoscia tych piosenek od pierwszej do ostatniej sekudny. nie ze czekamy az refren nas chwyci – tam producenci dbali, by w kazdym momencie bylo na czym zawiesic ucho. zreszta dotyczy to takze zawodniczek zupelnie niezrzeszonych w urban-klimie jak Kylie Minogue.

zreszta, wystarczy troche bardziej poszperac by przekonac sie, ze i w dzisiejszym popie, choc jest z tym coraz trudniej, da sie znalezc naprawde godnych zawodnikow. dlaczego wiec to ich sie nie promuje?

okej, jak wiadomo, mozna oceniac Pop na dwojnasob. pierwsza z metod to, nazwijmy to na potrzeby wlasne, ocena fair. cos jest autentycznie dobre, aranzacje ma na tyle niebanalna, ze mozna ja wciaz rozkminiac parenascie odsluchow pozniej, a melodia nie obraza naszej inteligencji. jest jednak i drugi sposob na wchloniecie pop-tracka. czyli tzw guilty pleasure. wiemy ze cos jest zle, a jednak nam sie podoba. albo wrecz – piosenka jest AZ TAK ZLA, ze az fajna.

piosenki Pitbulla generalnie nie spelniala zadnego z tych warunkow. okej, mozna czasem cos tam wychwycic. w pierwszej czesci refrenu „Can’t stop me now” spiewajaco wylatkowo ladnie panieneczce ladnie pobrzmiewa hen daleko w tle gitara elektroniczna, a i to co po niej nastepuje nie traci szambem. za podklad „Girls” odpowiada Dr Luke (odpowiedzialny za „Girlfriend”, single Kate Perry czy „Right Round”), a ten ponizej pewnego poziomu nie schodzi (inna sprawa, ze tym co sprezentowal Pitbullowi chwalic sie nie powinien). melodyja „Across The World” brzmi jak wyjeta z jakies oldskulowej gry na GameBoy’a, a to przesympatyczne skojarzenie. „Shut it down” po paru glebszych raczej sprawdzilby sie na parkiecie… ale troche to za malo. najlepiej wypadaja w tym towarzystwie single, czyli „I Know You Want Me” i „Hotel Room Service”. tyle ze tak jak wspomnielismy – oba swa chwytliwosc nie zawdzieczaja ani autorom ich podkladow, ani tym bardziej Pitbullowi. a konkretnie: pierwszy hook czerpie z „’75, Brazil Street” (choc przecietni zjadacze muzycznego chleba i tak bardziej kojarza ten sampel z hiciorka z zamierzchlych czasow o nazwie „The Bomb”)(a tak w ogole: check nowy hit mezo & dj remo, brzmi znajomo doesn’t it?), drugi zas od „Push The Feeling On” Nightcrawlers.

nawet gdybysmy jednak jakos wybronili te podklady, tak Pitbulla i jego nawijki nie broni nic. przy kolesiu Sean Paul i Nowator jawia sie jako posiadacze mistrzowskiego flow. okej, Norbi to moze nie jest, ale no naprawde. a poza tym – te fotki w ksiazeczce, samoloty, ja jebie, co za lamus. no i ziomkow na ficzure dobiera rownie kozackich – Akon, Lil Jon…

po czym poznac plyte-produkt? na wyrywki daje rade, czasem moze i bardzo, jako calosc doprowadza do twardego rzygu. i tak jest wlasnie z „Rebelution”. na chlodzenie lokcia podczas jazdy wozem to moze nadac sie nawet i bardzo, ale badzmy jednak kurwa raz powazni.

 

najlepszy moment: I KNOW YOU WANT ME (CALLE OCHO)

ocena: 6/10

Leave a Reply