Marilyn Manson – The Dope Show
wydawca: Nothing
siema dzieciaczki. dzis szybciutko, wszak sylwester za pare godzin, a chcialem sobie dzis jeszcze cos skrobnac tu i zyczyc Wam wszystkiego najlepszego. ale to za chwile.
wiec mamy sobie pierwszego singla z plyty „Mechanical Animals”. i w sumie solidny zaskok ze strony pana Briana Warnera. zamiast mhhhroku, przytlaczajacej produkcji trenta reznora i zgrzytliwosci -klasyczny wrecz songwriting, nawiazujacy do glam rocka, davida bowiego czy t.rex. zwrotka/refren, klasyczna partia gitary, niespieszne tempo pozwalajace rozkoszowac sie pomyslami aranzacyjnymi. wlasciwie tylko w wokalu Mansona czuc ze to (sic!) Manson, choc i na tym polu zaszly zmiany – chlopak w refrenie najzwyczajniej w swiecie spiewa. summa sumarum – numer najlepiej realizujace zalozenia „MA” dotyczace retro-nawiazan.
w ramach bonusu dwa klasyki w wersji live: slynny cover „Sweet Dreams” i „Apple Of Sodom”. przyzwoicie.
no i tyle, jesli chodzi o blogowynurzenia muzyczne (i niby nie tylko) w 2009 roku. zycze sobie i Wam jak najwiekszej ilosci odkryc muzycznych, wciaz poszerzajacych sie horyzontow w tym temacie i abysmy przy tym calym zdobywaniu wiedzy muzycznej, scrobblowaniu, RYM-owaniu, recenzowaniu nie zgubili (ba! moze nawet usprawnili) tego co najwazniejsze – czyli przezywania muzyki, emocjonalnego reagowania na nia. innymi slowy – wzruszajcie sie, doznawajcie, radujcie sie. i milo by bylo, by w tym nadchodzacym roku – a w sumie to juz i w nowej dekadzie – troche proporcje sie wyrownaly i takze swieze wydawnictwa Was intrygowaly, a nie tylko starocie sprzed dekad. zreszta, poruszymy ten temat w podsumowaniu 2009 roku. oby mi sie udalo zmobbilizowac i cos takiego skrobnac.
a z zyczen nie dotyczacych muzyki czy sztuki w ogole? hmmm…. Szczescie jest dla lamusow, wiec Spokoju Ducha zycze. i zeby jak najwiecej zalezalo od Was. jak tak bedzie, to „wiecie co macie z tym zrobic”.
najlepszy moment: THE DOPE SHOW
ocena: 6,5/10
