rageman.pl
Film

Piosenki o Milości

rok: 2022

reżyseria: Tomasz Habowski

 

Powiedzmy sobie szczerze, ktokolwiek wymyślał tytuł tego filmu nie napracował się za bardzo. Gdyby być złośliwym to można by rzec, że to robota tego samego generatora tytułów, którym posługuje się większość reżyserów spod znaku TVN i komedii polskich. Ale już treść dzieła Habowskiego to zupełnie inna para kaloszy, narzucająca zupełnie inną perspektywę na jego tytuł. Bo ten film nie jest banalny – jest natomiast niedorzecznie skromny.

Oczywiście ta skromność w jakiejś części wynika także ze skromności budżetu, ale ta zależność nie jest regułą – ile to etiud czy niezależnych produkcji popełniało grzech pretensjonalności i rozbuchanych ambicji. Tu natomiast mamy pokazaną w skromny sposób skromną historię. Ot, spotkało się dwoje ludzi z różnych światów i połączyło ich uczucie.

Znów trąci polską komedią romantyczną? No to wejdźmy w szczegóły, na tyle ile można by nie spoilerować. On jest niespełnionym muzykiem, jednak nie klepiącym biedy dzięki ojcu będącym znanym aktorem. Ona jest kelnerką o zjawiskowym wokalu, w żaden sposób go (poza podśpiewywaniem pod nosem, dzięki któremu „namierzył” ją On) nie spożytkującą – czy to przez brak ambicji, czy to ze strachu przed krytyką, a może jeszcze z innych powodów. Niejednoznaczne są też Jego motywy, który postanawia wraz z Nią tworzyć tytułowe piosenki – czy ze szczerej chęci pokazaniu światu Talentu, czy jako okazję do przełamania własnej niedoli artystycznej. Skromność nie wyklucza otwartej furtki do interpretacji.

Przyznam, że w trakcie seansu zadałem sobie pytanie „no ok, ślicznie to wygląda i brzmi, ale czy ta historia wymagała od razu utrwalenia na filmie i pokazywania jej światu?”. Z każdą kolejną sceną historia zaczęła się jednak coraz bardziej komplikować, szala kibicowania którejś z dwójki bohaterów raz po raz zaczęła się przechylać na różne strony, także i na postaci drugoplanowe, aż w pewnym momencie całą tą pozorną prostotę trafił szlag i teraz zupełnie nie wiem co myśleć o tym co połączyło Alicję i Roberta. Miłość? Być może. Ale czy do siebie nawzajem, czy do własnych ambicji, przekonań, do własnych „pudełek” z których nie potrafimy (nie chcemy?) wyjść? Nagle historia piękna w swojej lekkości stała się jeszcze piękniejsza w swojej życiowości.

Mianem skromnej można też określić grę aktorską, przy czym bynajmniej nie ma to nic wspólnego z jakością. Jeśli ktoś nie tak dawno temu był na „Licorice Pizza” na pewno siłą rzeczy będzie porównywał casus Justyny Święs z tym, co w filmie Andersona dokonała Alana Haim. I owszem, od siostry Haim bił tam naturszczykowy vibe, ale tutaj mamy do czynienia z jego skrajną postacią, za którą zaczynają się eteryczne klimaty. Być może się nie znam na aktorstwie i ktoś powie, że Święs tak naprawdę nic tu nie gra. Dla mnie gra wszystko. Zdecydowanie udźwignął też swoją rolę Tomasz Włosok – choćby tym, że podzieli widzów na tych którzy będą widzieć w nim goniącego za marzeniami idealistę, jak i tych którzy dostrzegą w tym drugie oblicze – oderwanego od rzeczywistych problemów niewdzięcznego syna bogatego tatusia. A skoro o tatusiu mowa – Andrzej Grabowski. Kiedyś mówiło się, że to Gajos, Cybulski czy Olbrychski urodzili się w złym kraju, nie nagradzającym Oscarami i rozpoznawalnością na cały świat. Czy możemy w końcu do tego grona dopisać także Pana Grabowskiego?

W epizodzie pojawia się także Krzysztof Zalewski i może nie byłoby w tym nic wartego wspomnienia gdyby nie to, że przy tej okazji warto też wspomnieć o wątku całkiem nieźle ukazanej branży muzycznej, w szczególności z czym wiążą się kontrakty z wytwórniami. Dodatkowy plus.

Ale i bez tego wątku film by się bronił. Takie produkcje – nie tylko jeśli chodzi o kino polskie, ale i kino w ogóle– chcę oglądać, zwłaszcza teraz. Może i nie zrozumiałem lepiej świata dzięki „Piosenkom”, ale spełniły one drugą ważną rolę jakiej oczekuję od filmów – czyli funkcję eskapistyczną. Porównując do wspomnianego „Licorice Pizza” wygląda na to, że przy filmie Habowskiego lepiej mi się uciekało. Może dlatego, że żyjąc w tym samym kraju lepiej wiedział przed czym chcę uciec?

 

najlepszy moment: zabrakło miejsca wyżej, więc wspomnijmy wreszcie o soundtracku

ocena: 8,5/10

Leave a Reply