Peter Gabriel – Scratch My Back
rok wydania: 2010
wydawca: Real World
wprawdzie, co tu duzo gadac, jestem zmeczony juz troche tematem Smolenska, to jakos niespecjalnie mialem ochote na sluchanie dzis weselszych klimatow muzycznych. z udana odsiecza przyszla omawiana dzis plyta.
nie rozpieszcza fanow Peter Gabriel. osiem lat minelo juz od premiery „Up”, a tu calkowicie nowego materialu ani widu ani slychu. co nie znaczy, ze Pan Piotr pozwala zapomniec o sobie swiatu. kolejnym przypomnieniem o dalszym uczestnictwie w rap-grze byla wydana rok temu plyta „Scratch My Back”, bedaca czescia wiekszego projektu.
coz to za projekt? otoz Mr Gabriel covery sobie nagral. nic odkrywczego, choc warto od razu zaznaczyc, ze zrobil to za pomoca wylacznie swego wokalu, orkiestry i fortepianu. novum tkwi w tym, ze jest to transakcja wiazana – w ramach odwdzieczenia sie coverowani artysci mieli nagrac swoje wersje kompozycji bylego lidera Genesis. srednio projekt sie udal – bo nie dosc, ze wbrew pierwotnym zamierzeniom kolekcja tych interpretacji Gabrielowych klasykow nie zostala wydana razem ze „Scratch My Back”, to na dodatek nie kazdy sie kwapi do uczesticzenia w tym projekcie. jak na razie numery tych, ktorzy docenili inicjatywe Gabriela (m.in. Paul Simon, Lou Reed, Bon Iver) sa wydawane w formie singli do downloadu, ale czy kiedykolwiek uzbiera sie z tego cala plyta – nie wiadomo.
i jesli mam byc szczery, trudno sie dziwic takiemu obrotowi spraw. bo dziwny jest ten „Scratch My Back”. na pewno trzeba pochwalic za selekcje – nie tylko mamy tu szeroki wachlarz przerabianych artystow pod wzgledem stylistycznym (choc dominuje szeroko pojety alternatywny rock) i dlugosci stazu scenicznego, to dodatkowo same wybrane utwory nie sa najbardziej oczywistymi pozycjami w ich katalogu. pomysl na aranzacje tez w sumie sie broni, biorac pod uwage odsluch plyty jako calosci – czyli gdyby ktos zaczal swa przygode z Muzyka od tej plyty, to moglby odebrac go jako spojny album autorski.
problem tkwi, niespodzianka!, w samym Gabrielu. wyciaganie ze znanych kompozycji nowych wartosci, czasem nawet takich na ktore nie wpadlby sam ich autor, to swietna sprawa, wrecz istota coverowania. szkoda tylko, ze ta wartoscia w wiekszosci coverow na „SMB” jest patos, czasem rodem z filmow Disney’a. taki „The Book Of Love” (w oryginale The Magnetic Fields) brzmi jakby pochodzil ze sciezki dzwiekowej do filmu typu „Moj Przyjaciel Niedzwiedz” czy cos w ten desen. moze pozazdroscil sukcesow Philowi Collinsowi, etatowemu kompozytorowi Disney’a? choc moze ktos doceni tak „odwazne” podejscie (sam Stephin Merritt z TMF jako pierwszy zarejestrowal swoj cover Gabrielowskiego „Not One Of Us”), ale juz zupelnie ciezko mi sobie wyobrazic kogos, jak komus mogla by sie spodobac wersje szlagieru Bowiego „Heroes” (jemu samemu sie pradopodobnie nie spodobala) – ta dramaturgia jest nieznosna. choc z drugiej strony bede bronil Gabrielowskiej wersji „Street Spirit (Fade Out)” Radiohead (podobno pierwotnie mieli nagrac „Wallflower”, ale zrezygnowali po uslyszeniu efektow pracy Gabriela). fakt, jest to mega dziwna, takze ultra patetyczna, wrecz zbolala wersja. ale czy oryginal nie gral do doklanie tej samej bramki? minie sporo czasu zanim polubie te wersje, ale czuje, ze jednak jest to mozliwe.
jest pare fragmentow naprawde pieknych – jak „Listening Wind” Talking Heads, chyba (slusznie) najczesciej chwalony „My Body Is A Cage” Arcade Fire (patos, ale w tym wypadku naprawde osiagajacy swoj cel) czy „Philadelphia” Neila Younga (niesamowity jest ten Sigur Rosowy wokal w srodku). ale to troche jednak za malo jak na tego faceta.
najlepszy moment: LISTENING WIND
ocena: 6,5/10