DJ Alexei – Alexei Presents . Weezy’s 90s Ball, Vol. 1
wydawca: DIY
wracamy do darmowych albumow porozrzucanych po sieci.
Lil Wayne jaki jest, kazdy wie kto choc troche interesuje sie rapem w jakiejkolwiek jego postaci. moze wkurwiac jego wokal ropuchy, bzdetne teksty, wielkie halo wokol jego osoby, ale wbrew temu wszystkiemu (a moze i dzieki temu?) jednego odmowic mu nie mozna – jest to na tyle charyzmatyczny chlopak, by wyroznic sie w zalewie tych wszystkich leszczy typu TI, TP, Chingy czy jak oni tam sie zwa i ktorych pseudonimow nie chce mi sie weryfikowac.
mash-upy to kapitalny i preznie rozwijajacy sie gatunek muzyczny (szkoda ze wciaz wielu odmawia mu prawa do takiego miana), mnie szczegolnie intryguja propozycje mieszania dwoch wykonawcow w obrebie nie jednego tracka, a calego albumu. jay-z vs the beatles na „Grey Album”, ci drudzy takze skonfrontowani z beastie boys pod szyldem The Beastles, sporo tego generalnie jest. wiec proba podjeta przez nieznanego raczej dj alexei’a, by na gitarowe podklady podlozyc rapsy lil wayne’a jakos ultrainnowacyjny nie jest.
a jednak material zaskakuje. bo o ile okazalo sie juz, ze na muzyke fab four da sie nalozyc rapowanie, tak podobna wyczyn z instrumentalami pearl jamu wciaz moze uchodzic za karkolomny. dj alexei podjal wyzwanie, wiecej – siegnal nie tylko po tworcow „Ten”, ale i inne tuzy altrockowego grania lat 90tych. czyli omawiany wczoraj green day, nirvane (nawet po pare ich utworow), red hot chili peppers czy smashing pumpkins. czyli generalnie stany zjednocznone i ch grandze, choc znalazlo sie tez miejsce dla cranberries, a nawet the verve z Wiadomym Utworem. tu warto nadmienic, ze szacun sie nalezy za brak beastie boysow czy numetali z drugiej polowy tamtej dekady (wyjatek Sugar Ray, ale akurat wsadzanie ich do jakiejkolwiek metalowej szuflady to obciach), co – przy przesyceniu tego typu grania hiphopowym groovem – byloby raczej pojsciem na latwizne.
zaskoczenie zaskoczniem, ale czy da sie tego sluchac? w sumie tak, choc bez przesady. jest tu pare porazek udowadniajacych, ze np muzyka smashing pumpkins czy bush wybitnie nie nadaje sie na baunsy. co gorsza, wiekszosc utworow nie wychyla sie ponad zwykla kombinacje podklad+sciezka wokalna, jaka slychac w co drugim amatorskim mashupie z youtube’a. ale im dalej w las tym lepiej, bo np „Gimme That, Rude Boy” to czysto samplowa zabawa, tak z Soundgarden, jak i Rihanny. a jest i jeden remix, ktory jako jedyny naprawde zaskoczyl mnie trafnoscia kombinacji. nie zgadniecie – mowa o „Karma Police” Radiohead. moze w tym rzecz, ze brak tu gitary tak halasujacej jak w innych trackach?
w sumie warto posluchac, chociaz chyba jednak mozna bylo to zrobic lepiej.
najlepszy moment: KARMA POLICE (RADIOHEAD REMIX)
ocena: 6,5/10
