Pat Metheny Group – First Circle
rok wydania: 1984
wydawca: ECM
10 tysiecy wejsc. szacun ludzie. z tej okazji bedzie znow o Pat Methenym, okej?
czas wreszcie pomowic o jego dzialalnosci pod najwazniejszym szyldem – Pat Metheny Group. „First Circle” to piata plyta tego kolektywu, zarazem ostatnia pod egida ECM, jako ze juz PMG zweszyly duze wytwornie, ktore dostrzegly w muzyce zespolu takze potencjal komercyjny. co bylo pewnym novum w historii zespolu. bo jesli chodzi o poziom artystyczny to nihil novi – kolejna nagroda grammy, entuzjastyczne recenzje itepe itede.
„First Circle” przynosi takze zmiany w skladzie PMG. jest oczywiscie Mays, trzeci staly czlonek skladu – Steve Rodby – juz zadebiutowal na poprzednim krazku skladu. na wysokosci „FC” do skladu dolaczyli dwaj panowie odpowiedzialni za rytm – argentynczyk Pedro Aznar (tutaj poza perkusjonaliami takze odpowiedzialny za wokalizy), a przede wszystkim Paul Wertico. i na tym drugim panu chcialbym na chwile sie skupic. koles jest niesamokurwawity. jego gra to jest encyklopedyczna definicja pojecia „jazzrock”. i tak sobie mysle, ze niby wtopil sie w muzyke Metheny’ego calkiem niezle, bo w koncu gral z nimi poltorej dekady. trudno jednak oprzec sie wrazeniu, ze to za lagodne dzwieki jak na jego mozliwosci. nie dziwota, ze znalazl sie w pewnym momencie w skladzie polskiego SBB…
i tak na dobra sprawe to wlasnie gra Wertico jest tym elementem „First Circle”, ktory wywoluje najszybsze bicie serca. bo cala reszta to typowa dla studyjnego Metheny’ego kraina przyjemnego grania. momentami zbyt przyjemnego. przoduje w wywolywaniu tego odczucia wokal Aznara. ujmujacy z poczatku, na dluzsza mete strasznie jednostajny. co gorsza, ie ratuja sytuacji same kompozycje. tutaj jak na dloni widac, czemu dla niektorych Metheny to taki Dream Theater jazzu – swietny pod wzgledem technicznym, mizerny jesli chodzi o kompozycje. wlasciwie najciekawiej jest na samym poczatku. „Forward March” to w ogole niezle zaskoczenie, bo rzecz brzmi jak nagrana przez amatorska orkiestre szkolna. moze taki byl zamiar. wiecie, taki dzouk. drugi track – „Yolanda, You learn” – to przede wszystkim zabijajace, punkowe wrecz wejscie perkusji. no i ukryty pod indeksem namba 3 utwor tytulowy – niby wizytowka tej ultraprzyjemniackiej plyty, ale naprawde zachwycajaca. no i jeszcze, niespodzianka!, liryczny „If I Could”. a pozniej zaczynaja sie schody.
w dniu takim jak dzisiaj, kiedy niemozebnie napierdala mnie leb, taka plyta jak „First Circle” jest jak znalazl. mozna ale generalnie czasem lubie, kiedy sama muzyka moze sprawic bol glowy.
najlepszy moment: YOLANDA, YOU LEARN
ocena: 6,5/10