rageman.pl
Film

Opętanie

rok: 1981

reżyseria: Andrzej Żuławski

Czy Andrzej Żuławski był najlepszym polskim reżyserem w historii? To kwestia czysto subiektywna, zwłaszcza że konkurencja jest całkiem spora – by wymienić najbardziej oczywiste przykłady w postaci Wajdy, Polańskiego czy Kieślowskiego. Na pewno jedno o nim można powiedzieć – był najbardziej odważnym i bezkompromisowym z polskich twórców.

„Opętanie”, jego jedyny anglojęzyczny film w dorobku, uchodzi zarazem za najbardziej reprezentatywny dla jego stylu. Duszna atmosfera, nietypowa acz fascynująca praca kamery, gra aktorska jak ze snu na pograniczu autyzmu i obłąkania, ale przede wszystkim – silne nasycenie horrorem. A jeśli bawić się w podgatunki, to specjaliści dorzuciliby tu horror psychologiczny i tzw. body horror.

I jeśli patrzeć na film Żuławskiego przez pryzmat tego gatunku (okrojona wersja która trafiła na rynek amerykański tak właśnie była targetowana, zresztą wystarczy zobaczyć trailer utrzymany w adekwatnej konwencji), to jest to rzecz rzeczywiście fascynująco przerażająca – a mówię to jako osoba mocno sceptycznie nastawiona do tej gałęzi filmowej. Ale też zawsze powtarzam, że dla mnie najlepsze horrory to takie, gdzie obiektu który ma budzić strach nie widać, ale jego obecność jest cały czas wyczuwalny – czego najlepszym przykładem „Obcy” Ridley’a Scotta. I „Opętanie” ten warunek spełnia.

Tyle, że kiedy myślę o „Opętaniu” (a wciąż ten film rezonuje we mnie), aspekt horroru jest dla mnie zupełnie drugorzędny. I choć zawsze byłem zdania, że sztuka powinna bronić się bez kontekstu, to kiedy przeczytałem o depresji jaką przechodził Żuławski w trakcie pisania scenariusza wywołaną rozwodem z Małgorzatą Braunek, nabrałem zupełnie nowej perspektywy na to dzieło. Toć to, najkrócej rzecz ujmując, dramat o piekle rozpadu związku. O obsesji, desperacji, rozpaczy. „Jak mogła odejść? Co ją opętało?”. Czy potwór/demon który opętał Annę (wybitna Isabelle Adjani, nic nie ujmując Sam Neillowi) jest bytem realnym, czy tylko projekcją Marka? Swoją drogą da się trafić tu i ówdzie na porównania Żuławskiego do Lyncha. Jak sami wiecie, w moim mniemaniu to nobilitacja najwyższa, ale w tym wypadku krzywdząca – Żuławski wytworzył własny, unikatowy styl, inspirujący na własnych prawach. Faktem jest jednak, że w wielu kwestiach panowie znaleźliby wspólny język – m.in. w kwestii doppelgangerów, obecnych także w „Opętaniu” i z jakiegoś powodu bagatelizowanych w interpretacjach filmu. Z drugiej strony – przy filmie tak bogatym w metafory i symbolikę przesadą byłoby narzucanie jakiejkolwiek interpretacji.

Wspaniały koszmar filmowy. Trudny w percepcji, ale wierzcie mi – warto.

najlepszy moment: scena w tunelu to już dziś klasyka

ocena: 9,25/10

Leave a Reply