Nowa Energia Vol. 1
wydawca: Nu Energy
macie ochote jeszcze poznecac sie nad polskim nu metalem?
nie mozna powiedziec, ze polskie zespoly spod znaku gitary opuszczonej do gaci nie probowaly wygospodarowac wlasnego poletka w mainstreamie. w pewnym momencie nawet Universal probowal wykreowac koniunkture, powierzajac Robertowi Kilenowi (kiedys forsujacy jako vj ciezsze granie w niezapomnianym Atomic TV, dzis serwujacy glownie poprockowe kluchy w Radiu WaWa) stworzenie serii skladanek z nagraniami mlodych obiecujacych numetalowcow. seria doczekala sie paru odslon, nie doczekala sie chyba jednak nalezytego popytu i dzis mozna nabyc jej plyty za oszalamiajaca cene 2 zlotych.
o wlasnie, przypomnialo mi sie – wbrew temu co pisalem w recenzji Dive 3d byla ciekawa polska nu metalowa kapela: Weed. ciekawe gdzie sie teraz podziewaja?
Weeda na „Nowej energii vol 1” nie ma niestety, tak jak nie ma tu ciekawych kapel. 7 kapel, prawie kazda serwuje po dwa kawalki. calosc otwiera i zamyka zaloga o wdziecznej nazwie Blow Job. pamietam ich glownie z tego, ze w materialach promocyjnych podpisywali sie jako „Blow Job – polish Limp Bizkit support” (aby bylo smieszniej, chodzi tu o ten koncert LB w katowickim Spodku, ktory koniec koncow sie nie odbyl). i chyba lepiej podsumowac tematu nie mozna. polski rapmetal proboje uprawiac tez nastepna w kolejnosci Kamasutra. no coz, powiedzmy ze chlopaki czuja klimat rownie mocno co Murzyni poganski black metal. dalej slyszymy Wrinkled Fred, zespol ktory jako jedyny z tego towarzystwa cos tam osiagnal (o ile wielkim osiagnieciem jest wydanie dwoch plyt, z czego jeden w majorsie i supportowanie Marilyn Mansona – ten koncert akurat o dziwo sie odbyl). tyle ze zarowno „Revenge” jak i „O.L.A” nie za bardzo udowadniaja czemu tak sie stalo.
zaraz znajdziemy sie na polmetku, a tu wciaz w glowie kolacze sie pytanie „a co z melodia? co z czyms zapamietywalnym?”. pomoc nadchodzi z zupelnie nieoczekiwanej strony… Dive 3d. okej, szalu nie ma, jednak zarowno „Deny” jak i „Czas” na tle reszty towarzystwa wypadaja dosc przyzwoicie. co dziwne, zaden z nich nie znalazl sie na „Aurze”. slabe rozeznanie zespolu w jakosci wlasnych kawalkow czy zlosliwosc bylej wytworni? jedziemy dalej… Kamasutra poza fajna nazwa ma tez niefalszujacego wokaliste. to plus. minus taki, ze tenze wokalista w pierwszym z kawalkow uprawia jakis niedorobiony postgrunge (a jeszcze bardziej sie koarzy z Paragrafem 22), a w drugim z kawalkow straszy dodatkowo rapem. dobra, skipujemy dalej. Cordis ma tylko jeden kawalek na plycie. cale szczescie! bo co moze byc gorszego od wtornego do bolu numetalu? wtorny do bolu numetal z gotyckim zenskim wokalem. ja pierdole! ostatnia deska ratunku – rzucmy jeszcze uchem na to co proponuje Twisted Cow…. o ja jebie… samo zrzynanie juz jest dosc slabe, ale zrzynanie z zrzyny to juz jest Dramat. Twisted Cow to polska, dramatyczna wersja Coal Chamber.
Twix, puszka coca coli, snickers, kit kat, zupka chinska, piwo w biedronce, tyle mozliwosci do wydania tych 2 zlotych bylo. co mnie podkusilo?
najlepszy moment: brak
ocena: 5/10
