No Heaven Awaits Us – Irony Of Pure Hatred
wydawca: Lifeline
rzut okiem na okładke. koles trzymajacy roze z wypieta dupcia. „kurwa, rejdz znowu o emo”. no rzeczywiscie, okladka moglaby przyozdobic jakies my chemical romance. ale z reszta albumu juz jest wszystko w porzadku.
zostajac jednak przy graficznej oprawie – jak na wydawnictwo zalogi hardcore cala reszta wyglada przepysznie. w srodku mozna jeszcze znalezc podobizne Billa Hicksa. byl to taki amerykanski pan komik, w przesmiewczy sposob komentujacy absurdy tego swiata. No Heaven Awaits Us podaje go za glowna inspiracje dla albumu (jego glos zreszta otwiera album), jednak do smiechu jednak przy odsluchu nam nie bedzie.
metalcore, psze panstwa. dzis to okreslenie kojarzy sie z fajansiarskimi zaspiewami w refrenach i pseudoczadem killswitch engage, ale warto pamietac, ze cala zabawa zaczela sie od takich dzwiekow, jakie serwuje nam NHAU. hardcore na metalowych resorach. brutalnie do bolu, rowniez w lirykach. jestes pozerem, sciemniaczem, lansiarzem, zaklamancem i generalnie szuja? ta plyta mowi Ci wielkie Fuck You. melodii brak, trzeba sluchac bardzo glosno. cale szczescie sa to tylko 23 minuty, wiec nie ma prawa sie znudzic, a robi dobry przedsmak do zapoznania sie z panami na koncertech. koncertach, o ktorych bylo juz tutaj nieraz i niedwa. niemniej i tak nawet studyjnie NHAU umie zaabsorbowac sluchacza. tym bardziej ze wszystko ladnie nagrane. wielkie elo dla tych panow z polnocnej polski.
najlepszy moment: FEELS LIKE HOME
ocena: 7/10
