rageman.pl
Muzyka

No Heaven Awaits Us – Irony Of Pure Hatred

2005_-_Irony_Of_Pure_Hatredrok wydania: 2005

wydawca: Lifeline

 

Rzut okiem na okładkę. Koleś trzymający różę z wypiętą dupcią. „A ten znowu o emo”. No rzeczywiście, okładka mogłaby przyozdobić jakieś My Chemical Romance. Ale z resztą albumu już jest wszystko w porządku.

Zostając jednak przy graficznej oprawie – jak na wydawnictwo załogi hardcore cała reszta wygląda przepysznie. W środku można jeszcze znaleźć podobiznę Billa Hicksa. Był to taki amerykański pan komik, w prześmiewczy sposób komentujący absurdy tego świata. No Heaven Awaits Us podaje go za główną inspirację dla albumu (jego głos zresztą otwiera album), jednak do śmiechu przy odsłuchu nam nie będzie.

Cóż, metalcore. Dziś to określenie kojarzy się z fajansiarskimi zaśpiewami w refrenach i pseudoczadem Killswitch Engage, ale warto pamiętać, że cała zabawa zaczęła się od takich dźwięków, jakie serwuje nam NHAU. Hardcore na metalowych resorach. Brutalnie do bólu, również w lirykach. Jesteś pozerem, ściemniaczem, lansiarzem, zakłamańcem i generalnie szują? Ta płyta mówi Ci wielkie Fuck You. Melodii brak, trzeba słuchać bardzo głośno. Całe szczęście są to tylko dwadzieścia trzy minuty, więc nie ma prawa się znudzić, a robi dobry przedsmak do zapoznania się z panami na koncertach. Koncertach, o których było już tutaj nieraz i nie dwa. Niemniej i tak nawet studyjnie NHAU umie zaintrygować słuchacza. Tym bardziej że wszystko ładnie nagrane. Wielkie elo dla tych panów z północnej Polski.

 

najlepszy moment: FEELS LIKE HOME

ocena: 7/10