Złodzieje Rowerów – Ten Moment
wydawca: Refuse
Jeśli ktoś w miare regularnie zaglada tutaj to zdazyl zauwazyc, ze czesto pojawiaja sie tu hasla takie jak hardcore, punk. Nie bede jednak sciemnial – nie jestem czescia tej sceny. Nie udzielam sie, nie organizuje koncertow, daleko mi do aktywizmu, nie mowiac juz o tym, ze wpierdalam mieso i pije alkohol na potege. Nie przeszkadza mi to jednak kibicowac tej scenie, chodzic na koncerty a przede wszystkim – sluchac muzyki.
Tez jednak sklamalbym gdybym powiedzial, ze znam sie na muzyce hardcore/punk. Zaledwie liznalem ten gatunek, choc stykam sie z nim w miare regularnie. Z tych kontaktow wyszlo mi, ze jesli chodzi o polska scene to najbardziej robia mnie dwa zespoly. Sunrise i Zlodzieje Rowerow. Oczywiscie gdzies tuz za nimi jest Die Last, Schizma, Faust Again, El Banda… ale te pierwsze nazwy to dla mnie podstawa. dwa zupelnie rozne podejscia w formie, ale jeden cel, i to od wielu lat (choc niestety zarowno w jednym, jak i w drugim wypadku mowimy o zespole niefunkcjonujacym. Metalcore’owy ciezar i oldskoolowy punk nasiakniety emo (o tym ze dobre emo nie jest zle mogliscie ostatnimi czasy duzo sie naczytac). Zajmijmy sie epokowym (dla mnie) wydawnictwem ZXRX. i jak na razie ostatnim.
Zaczyna sie odglosami jak z koncertu, moze co glosniejszej proby. i nagle wchodzi gitarka. ladna, przejmujaca, stojaca na granicy rezygnacji i nadziei. takie gitary juz do konca beda fundamentem tej plyty. zadnej hardrockowej riffowni, zadnej metalowej miazgi. choc juz punkowa jak najbardziej, i to nieraz. skoro juz przy wioslach jestesmy – bass, BASS! czesto uwypuklony, rozpoczyna numery typu Poison Away, a i przy punkowej scianie dzwieku jest wciaz zauwazalny. szacuneczek.
rownie waznym, jesli nie najwazniejszym elementem jest wokal. a wlasciwie postac wokalisty – jacka – na ktora skladaja sie zarowno wokale, jak i teksty. o melodyjnych wokalach zapominamy. balansujemy miedzy emocjonalnym krzykiem a zimna, jakby pogardliwa deklamacja. ograniczone srodki wyrazu, ale nie o to chodzi by bylo spiewnie. o przekaz chodzi. przekazanie przekazu, rzeklbym sobie nawet. tutaj jest perfekcyjnie. te liryki moga zmienic Ci zycie. nie chodzi nawet o to, bys wstapil na barykady lub chodzil po domach i pouczal (co zle by nie bylo, choc w rtym drugim przypadku lepiej jak sie jest proszonym. no ale to na inna rozmowe temat). „mysl globalnie, dzialaj lokalnie”. zacznij od siebie. od spojrzenia na swoje zycie. czy ma sens? czy jest tylko Britney Spears, CNN headline news i techno culture? czy jest ten zajebisty fluid? u mnie czesto go brakuje, gdzies zanika, ale wazne by zdawac sobie z tego sprawe. ta plyta w tym pomaga.
pewnie chlopaki by sie za to obrazili, ale dla mnie ta plyta ma taka sile oddzialywania, jakie mialy debiuty sex pistols i rage against the machine. a nawet idzie o krok dalej. sex pistols pomogl Ci znalezc problem, ratm go znajdowal rowniez i sila dzwiekow ten problem burzyl. muzyka zlodziei odnajduje problem, pomaga Ci punkowym wykopem rozpieprzyc problem w drobny mak, a na dodatek sugeruje Ci, co mozesz zbudowac na gruzach. i to w Twoim jezyku, w twoim żargonie, w twoim dialekcie. i co najwazniejsze – robia to szczerze i bezinteresownie, bo nie na uslugach korporacji typu emi czy sony.
jedyne co moge sie jesli chodzi o ten album przyczepic to ksiazeczka. a nawet nie, bo sa teksty i wazne informacje. ale kurde, czemu tyle bledow gramatycznych i interpunkcyjncyh? choc jak widzicie, jest to absolutna pierdola. zreszta rehabilituja sie teledyskiem do Punk Rock Song umieszczonym na plycie.
dla mnie najwazniejsze chyba wydawnictwo w kategorii muzyka polskiej sceny hardcore punk.
najważniejszy moment: S.O.S.
szczerze mowiac to wyroznilbym jednak Leave Me Alone, ale o tym numerze bylo juz tu kiedys. wiec S.O.S. spokojny wstep, potem rozpedzony cios miedzy oczy, potem znow spokojnie i eksplozja w koncowce, porownywalna z „bullet in the head” fanow che guevary
ocena: 9/10
