rageman.pl
Muzyka

Niwea – Jem Kamienie EP

rok wydania: 2011

wydawca: Qulturap

 

nie cierpie takich wydawnictw. i nie chodzi o ich jakosc. moze moglbym powiedziec inaczej –  nie cierpie opisywac takich plyt. bo zupelnie nie wiem, jak je ocenic. i nie mam na mysli tych cyferek pod koniec wpisow, na ktore i tak nie powinniscie zwracac wiekszej uwagi.

to moze zacznijmy tak: Niwea namieszala na rynku niemal rowno rok temu, za sprawa debiutanckiego LP „01”. nie zwalniaja tempa i juz w kwietniu tego roku wydaja kolejny album „02”, poprzedzajac go EPka „Jem Kamienie”, dolaczona do „Machiny” z zeszlego miesiaca.

okej, omijamy sedno sprawy dalej: Niwea to duet dwoch jegomosci, ktorzy juz od dluzszego czasu funkcjonuja w polskiej kulturze – odpowiedzialny za produkcje Dawid Szczesny jako tworca elektroniki, Wojciech Bakowski jako czlowiek- multimedialna orkiestra, zajmujacy sie muzyka (m.in. KOT), grafika, rezyseria…

eh.

dobra, prosta z mostu: swego czasu uznalem Niwee za gowno, pseudoartystyczny belkot, sztandarowy przyklad na to, ze w Polsce wciaz funkcjonuje pojmowanie Sztuki idace tropem „im mniej zrozumiale tym lepiej”. i sadzac po popularnosci takich kuriozalnych wynalazkow (oczywiscie w bardzo zawezonej skali, takiej gdzie max to to pelen klub na koncercie a nie szczyt listy OLISu) – to niemal wiodacy schemat mysleniowy. minimalizm nie tylko w formie, ale i w jakosci. zreszta sprawe podsumowuje genialne pytanie-komentarz jednego z przypadkowych sluchaczy „czy ci kolesie kreca beke z polskiego rapu czy naprawde sa tak przyjebani?”.

i teoretycznie na EPce nie jest niewiele inaczej. Bakowski dalej brzmi jak Fisz bez talentu do rapowania, a w przypadku Szczesnego wciaz trudno oprzec sie wrazeniu, ze stac go zdecydowanie na wiecej. i gdzies tam dalej kolacze sie mysl, ze takich projektow jest mnostwo, tyle ze tworcy – przewaznie w wieku licealnym – maja jednak na tyle wstydu, by nie chwalic sie takimi przymiarkami do rymowania i klejenia bitow na casio przed szersza publika. przed kimkolwiek w sumie.

a jednak dwa fragmenty mnie zezarly. nawet bardziej niz rodzynek na debiucie, jakim byl „Mily, Maly Czlowiek”.

pierwszy to tytulowe „Jem Kamienie”. kapitalnie wkrecajacy podklad (w ktorym wreszcie dzieje sie cokolwiek wiecej), Bakowskiego melodeklamacja nie ma nic wspolnego z rapem. a przede wszystkim – tekst, operujacy wciaz specyficznymi frazami, a jednak nie majacy nic z groteskowego przegiecia. innymo slowy – what you hear is what you get. panowie, czesciej tak nie mozna?

mozna: „Miasto Srednie” i, choc w mniejszym stopniu, „Zly Czlowiek”. w ktorym podklad znow przypomina, ze nazwisko Szczesny powinno byc kojarzone nie tylko z bramkarzem Arsenalu i jego ojcem. szkoda, ze dobre wrazenie niwe(a)luje pseudoflow Bakowskiego.

3/4 dobre tracki to, jak widzicie, calkiem niezly winik. i wprawdzie „Tancz” zasluguje na ocene ujemna, to i tak chyba warto jeszcze nie skreslac jednak tej Niwei.

(watek dla gadzeciarzy: trzy teledyski. swietny, klimatyczny do „Jem Kamienie”, utrzymany w podobnej (czyli – reczna kamera i bawimy sie w artistow) konwencji „Tancz” i bardziej animowany „Mocno”. za wszystkie odpowiada oczwiscie Bakowski)

 

najlepszy moment: JEM KAMIENIE

ocena: 6,5/10

Leave a Reply