rageman.pl
Muzyka

Nine Inch Nails – Another Version Of The Truth

rok wydania: 2009

wydawca: DIY

pobierz dvd

 

A dziś będzie audiowizualnie.

Nie wiem, jak duży jest zbiór wspólnych fanów Nine Inch Nails i Radiohead, trzeba jednak przyznać, że mają te grupy szczęście do dość kreatywnych wielbicieli. Inna sprawa, że ta kreatywność też nie wzięła się znikąd. Jak pamiętamy, obie kapele w pewnym momencie wzięły kwestię dystrybucji swej muzyki we własne ręce. Sposoby, w jakie zaczęły swą twórczość oferować słuchaczom były aktem ogromnego zaufania wobec nich – bo inaczej nie da się nazwać opcji „płać ile łaska”. W obu przypadkach fani spłacili ten kredyt zaufania – Radioheadowi za sprawą omawianego na blogu dvd „Live In Praha”, zaś wielbiciele dziewięciocalówek za sprawą dzisiaj omawianego wydawnictwa, także w formacie dvd i także koncertówki.

Idea właściwie identyczna. Z tą różnicą, że tu mamy dwa koncerty. A właściwie cztery. Chronologicznie rzecz omawiając: powszechnie było wiadomo, że poszczególne występy na  trasie z 2008 roku „Lights In The Sky” będą rejestrowane na potrzeby kolejnej audiowizualnej koncertówki. Na mieście przebąkiwano nawet o innowacyjnej metodzie kręcenia w trójwymiarze. Dopiero po zakończeniu trasy okazało się, że dvd nie ujrzy światło dziennego… Wcześniej jednak fani Gwoździ spiknęli się na rozmaitych forach, że ostatni koncert amerykańskiego etapu trasy, odbywający się w Las Vegas, nakręcą na własną rękę. Multum ludzi zaangażowanych, każdy z przydzieloną rolą – jeden miał kręcić tylko Reznora, inny tylko z perspektywy balkonu itp itd Dodatkowo zostały przydzielone osoby do rejestrowania dźwięku, stworzenia dvd’owego menu, książeczki w PDF (w niej odnotowano ksywy wszystkich współautorów wydawnictwa)… Kolejne miesiące to składanie całości do kupy. W międzyczasie sam Reznor – nie wiadomo czy na wieść o fanowskiej akcji czy z czystego serca – wrzucił do sieci blisko 400GB materiału, które miało służyć za podstawę planowanego wcześniej dvd. Finalnie otrzymaliśmy zatem dwa dyski dvd: „Las Vegas” i „The Gift”.

Z oczywistych względów, z całym szacunkiem dla fanów, lepiej wypada drugi dysk. Nieograniczone możliwości kamerowania, nikomu się łapa nie trzęsię podczas kręcenia, a i dźwięk zdecydowanie lepszy. Nie zmienia to faktu, że zdecydowanie należy wręcz obczaić oba filmy, dostarczających dość różnych emocji. Nie tylko za sprawą różniących się setlist – choć zmiany są kosmetyczne.

No właśnie – a co z samą Muzyką? Hmmmm… muszę szczerze przyznać, że to wydawnictwo utwierdziło mnie w przekonaniu, że granie NIN w XXI wieku, a niestety z tego okresu pochodzi niemal połowa materiału, dość mocno się strywializowało i ciężko niektóre kawałki od siebie odróżnić. A i dokonania z lat 90tych to za mało, by uznać ten zespół za wybitny, a przynajmniej więcej niż ultrasympatyczny. Co innego natomiast Trent Reznor jako producent czy entertainer. Również tutaj potwierdził, że jeśli chodzi o sprzedawanie (w każdym tego słowa znaczeniu) swej muzyki chłopak jest kilka epok do przodu w porównaniu z konkurencją. Niby nic wielkiego – ot, telebim (ekran diodowy? wybaczcie moją nieznajomość technologii) ustawiony za zespołem na całą szerokość sceny. Ale często widujecie na koncertach telebim, który wchodziłby w interakcję z zespołem i generowaną przez niego muzyką? Tutaj to co dzieje się na ekranie jest *dokładną* reakcją na każdy dźwięk, wręcz każdy ruch muzyka (podczas któregoś z numerów Reznor jakimś podłużnym narzedziem „wymazuje” zawartość ekranu. Apogeum interakcji osiągają w „Echoplexie”, kiedy to ekran zmienia się w gigantyczny iPadowy program, na którym wstukiwany jest charakterystyczny beat utworu. Miazga. Ciekawe czy na polskim koncercie wyglądało to podobnie?

Moglibyśmy już zbliżać się do podsumowania tej notki. Jednak skoro jest okazja, to pomówmy o innych materiałach, jakie udostępnia na swojej stronie fanowskie stowarzyszenie Thisoneisonus.org, zasilane przez większość osób odpowiedzialnych za „AVOTT”. A jest tego od groma. Więc może w podpunktach:

– wersja audio zawartości obu płyt dvd – tu nie trzeba więcej dodawać, poza tym, że to jest *wierne* odwzorowanie tej zawartości. Do słuchania w samochodzie niezbyt się nadaje.

– „The Downward Spiral: Live” – podczas trasy w 2009 roku panowie zaskoczyli wszystkich, wykonując podczas jednego z koncertów całe „Downward Spiral”. A że fani NIN z kamerami się nie rozstają, zwłaszcza podczas koncertów ich ulubieńców, możemy w warunkach domowych cieszyć się koncertowymi wersjami takich klasyków jak „Big Man With A Gun” czy śliczny „A Warm Place”. Trochę szkoda, że Alessandro Cortini i Josh Freese (odpowiednia klawiszowiec i perkusista) nie załapali sie na ten występ (koncert w Las Vegas był ich ostatnim występem pod szyldem Nine Inch Nails). Szczególnie ten drugi by się przydał – w takim „Piggy” jego następca Ilan Rubin w ogóle się nie pokusił o solówkę…

– „Lights In The Sky Rehearsal Footage” – jak sama nazwa wskazuje – materiał z przygotowań. Już prawie z całym entourage – choć co bardziej spostrzegawczy zauważą, że niektóre wizualizacje się różnią

– „Australia 2009” – fragmenty australijskich wystepów. Wyróżnik? Przede wszystkim – kapitalna jakość – większość materiału jest kręcona z samej sceny, co tylko potęguje energię sceniczną, jaka się udziela samym widzom. A już taki „Wish” zagrany z ludźmi z Dillinger Escape Plan”, szczególnie ten w wersji z CAŁYM składem mathcore’owców, to już rzeź absolutna. Mi jednak niewiele trzeba do szczęścia – wystarczy, że ktoś rozbije gitarę, a inny rzuci się z impetem w zestaw perkusyjny kolegi, kończąc tym samym zarówno piosenkę, jak i cały koncert…

– bonusowe materiały – byśmy wymieniali je do rana… Mnie najbardziej urzekł program komputerowy „Echoplex Drum Simulator”. Czyli to, co widzieliśmy podczas koncertowego wykonu Echoplex, teraz mamy na ekranie peceta. Klawo.

Dowód na to, jak kapitalne efekty może dać interakcja zespołu z fanami. Pod tym względem jednak XXI wiek dystansuje wcześniejsze dekady o lata świetlne wręcz.

 

najlepszy moment: WISH (FEAT. DILLINGER ESCAPE PLAN)

ocena: 9/10

Leave a Reply